piątek, 28 lutego 2014

Podsumowanie lutego

Z czym zawsze kojarzył mi się luty? Z oczekiwaniem. Z pięknym oczekiwaniem, na powrót do życia, na odrodzenie. Na przyjście wiosny. 
Jednak ten luty był dla mnie ważny jeszcze z innego powodu. Zostałam wystawiona na próbę. W najgorszych chwilach musiałam odnaleźć w sobie odwagę i siłę. I wiecie co? Udało mi się! Naprawdę mi się udało! Zaczęłam dostrzegać coś, czego wcześniej nie dostrzegałam. Przestałam patrzeć na ziemię i spojrzałam w górę, wyżej. Wy też spróbujcie. Polecam.



Ilość przeczytanych przeze mnie książek: 8 (naprawdę podoba mi się ten wynik)

DODATKOWO ilość książek przeczytanych w ferie: 6 (potem miałam dużo nauki - taka powtórkę z rozrywki od razu po feriach). 6 książek czyli prawie 1 książka na dwa dni tak, jak zaplanowałam.


Jakie książki przeczytałam (w kolejności czytania):

"Pamiętnik Lottie" Jacqueline Wilson
"Gra" Andrzej Maleszka
"Obca Pamięć" Dan Krokos
"Ten Obcy" Irena Jurgielewiczowa
"Tam gdzie spadają Anioły" Dorota Terakowska
"Łza" Lauren Kate
"Spojrzenie elfa" (recenzja niedługo) Katrin Lankers


Jestem naprawdę zadowolona z tego wyniku czytelniczego i wiem, że teraz będę miała szkołę (a do tego testy w kwietniu) więc może być trochę gorzej, ale mam nadzieję, że tak się nie stanie.




Liczba dodanych recenzji: 6

Ogólna liczba dodanych postów: 15

Liczba fanów na fanpage: 20

Łączna liczba obserwatorów: 23

Najlepsza przeczytana książka: zdecydowanie "Tam gdzie spadają Anioły" i "Spojrzenie elfa"

Najgorsza przeczytana książka: nie było aż tak złej :-)

Coś co mnie bardzo ucieszyło: ogólnie to, że były ferie, co samo w sobie jest wspaniałe. Pojechałam również po odbiór nagrody z konkursu, o którym wspominałam w ostatnim podsumowaniu. Brałam też udział w Targach książki (dzisiaj, jutro też i pojutrze tam będę :-) ), a ich podsumowanie będzie jakoś na poniedziałek lub w niedzielę, jak zdążę ♥

Na blogu przeczytać mogliście też o znaczeniu rodzeństwa i to nie tylko w literaturze, ale i w życiu codziennym. Pisałam również moje własne przemyślenia, na temat różnych rzeczy i będę je kontynuować w następnym miesiącu ♥

Mam nadzieję, że marzec również będzie piękny, że razem z kwiatami zbudzę się do życia i zacznę się piąć ku słońcu!


czwartek, 27 lutego 2014

20# Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara szafa

"Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara szafa" Clive Staples Lewis 


Tytuł oryginału: "The Chronicles of Narnia: The Lion, the Witch and the Wardrobe"      Wydawnictwo: Media Rodzina      Oryginalny język: angielski      Ilość stron: 182      Cena:19 zł 


Wyobraźnia dziecka jest nieograniczona. Gdy byliśmy mali wszystko wydawało nam się piękniejsze, cudowniejsze, bardziej magiczne. W zwykłej chmurze zobaczyć mogliśmy biegnącego psa albo jadący rower. Nigdy nie byliśmy sami. Zawsze był przy nas nasz magiczny, wymyślony przyjaciel. Kiedy nie mogliśmy zasnąć, w wyobraźni odbywaliśmy dalekie podróże do innych światów. Spotykaliśmy się z wymyślonymi istotami. Nie bardzo obchodziło nas, co się dzieje na Ziemi, bo cały czas głowę mieliśmy wysoko w chmurach i ponad nimi. Teraz, kiedy jesteśmy już starsi, nasze umysły przytwierdzone są do podłoża kilogramami faktów i realizmu (czytając książki zapobiegamy temu w jakieś części ♥). Nie istnieją syreny. Dlaczego? Tak po prostu jest. Takie są fakty. To RZECZYWISTOŚĆ.
A my nadal starajmy się szukać magii we wszystkim, co nas otacza. Przecież w naszej wyobraźni wszystko może stać się niezwykłe. Biurko, łóżko i... szafa.

Łucja Pevensie razem ze swoim rodzeństwem: Zuzanną, Piotrem i Edmundem zostaje ewakuowana z Londynu, który jest bombardowany i wyjeżdża na wieś, do domu lekko zwariowanego profesora. Najbardziej niezadowolony jest z tego Edmund, który (tylko) o rok młodszy od Łucji zachowuje się, jakby był już dorosły. Tak szczerze, to mało polubiłam "Edzia".
Pewnego dnia Łucja postanawia wejść do starej szafy stojącej w jednym z wielu pokoi profesora. Nie wie, że jest to droga do zaczarowanej krainy - Narnii - pełnej niegdyś wesołych nimf i driad, satyrów, centaurów, karłów i gadających zwierząt. Jednak w momencie, gdy Łucja wchodzi do Narnii, panuje w niej wieczna zima (bez świąt Bożego Narodzenia!). Dlaczego? Zła Czarownica, która podaje się za królową Narnii rzuciła czar na cały kraj. Jest jednak przepowiednia mówiąca o ludziach, którzy strącą ją z tronu i sami zajmą należyte im miejsce we wspaniałym zamku Ker Paravelu. Jednak Czarownica chce ich powstrzymać i wykonuje najróżniejsze sztuczki, aby tylko im się to nie udało.

Najmniej ze wszystkich postaci polubiłam Edmunda. Egoistyczny, zarozumiały, myślący, że wszystko mu się należy, i że wszystko mu wolno. Zapominał, że jest jeszcze dzieckiem, którego łatwo oszukać, i którym łatwo manipulować. I tu tkwił jego błąd. Do reszty rodzeństwa (a szczególnie do Łucji i Zuzanny) nie miałam zarzutów.
Bardzo spodobała mi się postawa Łucji: uczynna, przebaczająca i dobra, w każdym tego słowa znaczeniu. Zapominała o dawnych krzywdach, często uśmiechała się, była pełna empatii. Nie lubiła, gdy kogoś krzywdzono i zawsze chciała stać w jego obronie. Według mnie ona najbardziej ze wszystkich (oprócz Aslana) nadawała się na królową Narnii i dawała wszystkim dobry przykład.

Niewiele osób wie, jak wielką przenośnią jest cała historia o zaczarowanym świecie Narnii, o starej szafie i o potężnym lwie Aslanie, który przybywa, aby ocalić kraj. Są to nie tyle powiązania historyczne, co chrześcijańskie. Autor ukazał tabernakulum, jako szafę, w której znajduje się coś, pięknego i niezwykłego. Jednak to co jest w środku zdobyć trzeba przezwyciężając zło, które jest wszędzie dookoła. Można wybrać. Albo wejść do szafy albo zostać w zwykłym i z pozoru bezpiecznym miejscu jakim jest "nasz" świat. Aslan również jest powiązany z Biblią. Przypomina on Chrystusa, który przybył, aby znowu zapanowała radość. Piękne jest, to jak bardzo autorowi udało się powiązać wszystkie te rzeczy i jestem zdumiona jego talentem literackim. Nie wiem, czy w następnych częściach też jest tyle przenośni co w tej, ale nawet jak nie, to przeczytanie czegoś takiego było zupełnie nowym i ciekawym doświadczeniem.

Jest jednak jedna rzecz, która nie podobała mi się w książce było zadziwiająco lekki i szybki sposób ukazania fabuły. Powieść jest dość krótka, przez co wszystko trwa jak mrugnięcie okiem. W niektórych momentach nie jest to złe, na przykład: gdy dzieci wchodzą do szafy. Chociaż nawet tutaj nie ma w pełni ukazanych ich emocji, jakie powinny być, gdy odrywa się magiczny świat wewnątrz z pozoru zwykłego przedmiotu. Również opisy bitew nie są zbyt dokładne i można powiedzieć, że nie mają konturów, tak jakbyśmy tylko o nich śnili: niewyraźnie, szybkie, przemijające. To są nieznaczne minusy książki, ale rzadko rzucają się one w oczy i naprawdę miło czyta się powieść.

Książka chociaż na chwilę przypomniała mi, jak wspaniale jest być dzieckiem (bo już nie jestem aż taka mała) i żyć w swoim własnym wiecie, w którym można rządzić; pełnym niezwykłych stworzeń i osób, przyjaciół, ale także wrogów. Różnica pomiędzy marzeniami sennymi jest taka, że C.S. Lewis przelał to wszystko na papier co w rezultacie dało naprawdę świetną opowieść wartą przeczytania. Polecam. Abyście i wy mogli poczuć, jak łatwo jest być dzieckiem.


~Moja ocena 7/10 (bardzo dobra)~


RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU: CZYTAM FANTASTYKĘ ORAZ GRUNT TO OKŁADKA

środa, 26 lutego 2014

Krótkie wytłumaczenie

Hej wszystkim muszę wam coś wytłumaczyć, bo kwestia ta denerwuje mnie już od dawna. Dlaczego sądzicie,  że książka z oceną 7/10 jest zła?  To bardzo dobra książka!  10 to perfekcyjna, 5 - przeciętna a 4 trochę słabsza. I nic więcej nie trzeba dodawać!