Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie "Czytam Fantastykę". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie "Czytam Fantastykę". Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 marca 2014

24# Kraina duchów

"Kraina duchów" Isabel Abedi
Tytuł oryginalny: "Unter der Geisterbahn"   Wydawnictwo: Nasza Księgarnia   Oryginalny język: niemiecki    Ilość stron: 303    Cena (PL):?


"Kraina duchów" jest już drugą książką Isabel Abedi, jaką przeczytałam. Pierwsza była "Kraina Imago" która po prostu poruszyła moje serce. I w tym problem. Zawsze kiedy przeczyta się najlepszą książkę jakiegoś autora, a dopiero potem zabierze się za pozostałe, to te inne wydają się wyblakłe. Jednak, że "Krainę Imago" przeczytałam już dawno (bo chyba z półtora roku temu) efekt ten zanikł. A chociaż książka była trochę gorsza od "Krainy Imago" to bardzo mi się podobała. Najbardziej przemówił do mnie lekki styl autorki oraz to, jak często zwraca uwagę na ważne, chociaż z początku mało zauważalne problemy.

Lorenzo to małomówny chłopak. Nie lubi wdawać się w dyskusje, mieli każde słowo, zanim ono wypłynie z jego ust. Zupełne przeciwieństwo Diny - wielbicielki potworów - która cały czas coś gada, wymądrza się i nie daje innym dojść do słowa. Ta dwójka zupełnie do siebie nie pasuje. Czystym przypadkiem jest, że jadą w tym samym wagoniku w Tunelu Strachu i spotykają diabelskiego czyściciela - sługę wrednej wiedźmy Orkuli, który swoją magiczną gąbką maże wszystko co stoi mu na drodze. A są to właśnie dzieci. I kiedy wydaje się, że wszystko stracone ktoś pomaga im uciec - duch ognia.
W tym samym czasie nauczycielka Diny i Lorenza - Pani Kate, która przed wielu laty straciła pamięć w strasznym wypadku i trafiła do psychiatryka - postanawia szukać dzieci na własną rękę.

Książka jest leciutka i przyjemnie napisana. Isabel Abedi tak umiejętnie posługuje się słowami, że wszystko łatwo zrozumieć i jednocześnie wyobrazić sobie. To, że książka jest lekka nie wyklucza tego jaka jest ciekawa. W pewnym momencie nie mogłam przestać czytać, tak bardzo mnie to wciągnęło. Nie wiem, czy książka zostanie w mojej pamięci na długo, ale czasami dobrze jest przeczytać taką "chwilówkę", o której pamięta się teraz i tylko teraz.

Na początku książka mnie lekko wciągnęła. Jakoś tytuł trochę banalny, że tak powiem i w ogóle. Kiedy zaczynałam czytać wszystko wydawało mi się mdłe i niewyraźne. Albo właśnie zbyt wyraźne. Niektórzy autorzy wprowadzają do książek klimat tajemnicy, którym owiane są wszystkie postacie i cały magiczny świat. Czytając "Krainę duchów" czułam się inaczej. Tak, jakby wszystkie informacje, których potrzebujemy były na wyciągnięciu ręki. Jak się jednak potem okazało wcale tak nie było. Nie wiedziałam właściwie niczego, co wiedzieć powinnam.
Z drugiej strony bardzo przywiązałam się do bohaterów opowiadania. Są oni cudownie wykreowani, mają wady i zalety. Mają również problemy, jak brak ojca, czy zero zainteresowania ze strony rodziców. Isabel Adebi opisuje wszystko tak, że można spokojnie puścić wodzę fantazji. Pamiętajcie! Wszystko jest możliwe!

~Moja ocena 6/10 (dobra)~


RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH: "CZYTAM FANTASTYKĘ""KLUCZNIK" ORAZ "BOOK LOVERS"

piątek, 14 marca 2014

23# Zamrożeni w czasie

"Zamrożeni w czasie" Ali Sparkes

Tytuł oryginalny: "Frozen in time"      Wydawnictwo: Nasza Księgarnia      Oryginalny język: angielski      Ilość stron:288      Cena: 29,90 zł

Ben i Rachel to rodzeństwo. Spędzają ostatnie dni bardzo mokrego lata u siebie, w domu. Kiedy nareszcie przestaje padać dzieci wychodzą na dwór pobawić się w ogrodzie przypominającym dżunglę. Tam znajdują Freddy'ego i Polly - dwoje dzieci w ich wieku mających po około sześćdziesiąt lat. Jak to możliwe? Polly i Freddy zostali w 1956 roku zamrożeni przez swojego ojca-naukowca. Eksperyment miał trwać kilka godzin, a zmienił się na 53 lata. Jednak ma on również efekty uboczne. Teraz cała trójka musi odnaleźć ojca dzieci, który prawdopodobnie również się zamroził. Jednak cały czas ktoś im w tym przeszkadza...


"Zamrożeni w czasie" to książka, o której jeszcze nigdy nie słyszałam. Jest ona lekka, bo ostatnio nie wiem dlaczego, ale takich książek potrzebuje. Po protu sama jestem tak lekka (wina wiosny ♥) i nie mam ochoty, aby obciążały mnie jakiekolwiek problemy. Z powieściami podobnie - żeby przeczytać "cięższą" książkę muszę mieć na to odpowiedni humor. 
W książce w bardzo zabawny sposób pokazane jest jak dzieci z XX wieku żyłyby w naszych czasach. Można powiedzieć, że to eksperyment przeprowadzony przez autora i noszący tytuł "Co by było gdyby?". Niektóre sytuacje w książce zdziwiły mnie, a inne zaciekawiły. Wszystko było naprawdę miło i kolorowo opisane, tak, że po prostu nie dało się nudzić czytając, cały czas myśląc "co będzie dalej"?
Bardzo przywiązałam się również do bohaterów powieści. Niby to krótka, lekka książka, ale takie zwykle mają najlepiej wykreowane postacie i bardzo mi się to podoba.


Naprawdę miło czytało mi się "Zamrożeni w czasie". Idealna, lekka książka na wiosnę, do której można się bardzo mocno przywiązać i trudno o niej zapomnieć. Mogę ją polecić wszystkim, nie tylko miłośnikom fantasy. Książka nie ma praktycznie minusów, jest miła, ciekawa, śmieszna, jednak czasami też porusza i daje do myślenia. A wy sami zastanówcie się. Co zrobilibyście znajdując na ogrodzie dwójkę ludzi z poprzedniej epoki? O co byście zapytali? Co byście im pokazali? To pytanie do waszej własnej dyspozycji.


~Moja ocena 7/10 (bardzo dobra)~


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU CZYTAM FANTASTYKĘ ORAZ KLUCZNIK

czwartek, 6 marca 2014

21# Spojrzenie elfa

"Spojrzenie elfa" Katrin Lankers"

Tytuł oryginału: "Elfenblick"       Wydawnictwo: Dreams      Oryginalny język: niemiecki
Ilość stron: 352       Cena: 39 zł

Pierwsze co rzuciło mi się na myśl gdy zobaczyłam książkę: "Czy kiedykolwiek widział ktoś tak piękną okładkę?" Ja nie.
Moje ukochane barwy: błękitny i turkus w połączeniu z bielą dały niezwykły efekt. I to oko. Oraz motyl (którego można na początku nie zauważyć) jakby zrobiony z kryształu. Kiedy patrzy się na coś tak pięknego, to trudno opisać to słowami.
Takie właśnie miałam myśli, gdy po raz pierwszy trzymałam w rękach "Spojrzenie elfa". Byłam po prostu wniebowzięta i nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła skosztować porcję nowej literatury. Jednak czy wnętrze książki również było takie wspaniałe?

Mageli jest piękną nastolatką. Ślicznie gra na flecie i śpiewa, ma najlepszą przyjaciółkę, na którą zawsze może liczyć i rodziców. I tutaj pojawia się problem. Od momentu, kiedy Mageli przeczytała o podmienionych w szpitalu dzieciach, zaczyna podejrzewać, czy ona również nie została podmieniona. Dziewczyna ma nie najlepsze stosunki z rodzicami i zaczyna przeszukiwać swoje akty urodzenia i inne papiery. Chce również spytać się o to lekarzy, którzy byli obecni przy jej porodzie, jednak ci nie żyją.
Pewnego dnia dziewczyna ucieka z domu i zostaje napadnięta. Obrania ją wtedy Erin - niezwykły chłopak, książę elfów,którego dziewczyna widzi pierwszy raz w życiu i od razu się w nim zakochuje. I kiedy Erin wpada w kłopoty, Mageli postanawia go uratować.

Jeszce nigdy nie czytałam o tak świetnie wykreowanym świecie elfów (nie mówię, że tego nie zrobię). Wszyscy myślą, że elfy powinny mieszkać na drzewach itp. W "Spojrzeniu elfa" jest inaczej. Elfy mieszkają pod ziemią w domach zrobionych z korzeni drzew, pięknie splatających się w najróżniejsze wzory i kształty. Jeszcze nigdy nie czytałam o takiej "odmianie" tych niezwykłych istot. To naprawdę nowe przeżycie i podobało mi się ono.
Czasami niektóre rzeczy stają się zbyt częste, powielane, 'papugowane' i zaczynają się nudzić, dlatego takie odbiegnięcie od 'normy' jest naprawdę fajne i ciekawe.

Trochę zdziwiła mnie ta sytuacja: dziewczyna poznaje w snach chłopaka (Mageli właśnie tak poznała Erina), uważa go za księcia z bajki, który broni ją od złego. Nastolatka zakochuje się w nim (a nadal nie wie, czy on istnieje) na zabój i zaczyna spotykać się z nim coraz częściej. Kiedy chłopak mówi jej, że jest elfem, to w ogóle nie ma żadnej reakcji (dopiero z kilkudniowym opóźnieniem). Coś takiego (przykład własny): "-Jestem elfem. -Fanie, powiedz mi, jak wygląda, twój świat, kim jesteś, co potrafisz?!". Takie naiwne i zbyt proste. W ogóle, na początku słabo są opisane uczucia bohaterów (oprócz miłości Mageli do Erina). Takie to trochę melancholijne i spokojne. Jest to jednak mały minus, taki prawie niezauważalny i nie ma co się ni przejmować.

Nie wiem czy książka wiele wniosła do mojego życia. Nie ma zbyt wielu morałów, może to, że zbytnie zauroczenie jest niebezpieczne, ale to niezbyt pozytywna strona patrzenia na świat. Książka jest lekka, czyta się ją szybko, a akcja naprawdę wciąga, więc pozycja ta wśród lektur jest naprawdę godna uwagi. Polecam wszystkim maniakom fantasy, elfów i nie tylko! ♥


~MOJA OCENA: 8/10 (BARDZO, BARDZO DOBRA)~



RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU "CZYTAM FANTASTYKĘ" I "BOOK LOVERS'' 

czwartek, 27 lutego 2014

20# Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara szafa

"Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara szafa" Clive Staples Lewis 


Tytuł oryginału: "The Chronicles of Narnia: The Lion, the Witch and the Wardrobe"      Wydawnictwo: Media Rodzina      Oryginalny język: angielski      Ilość stron: 182      Cena:19 zł 


Wyobraźnia dziecka jest nieograniczona. Gdy byliśmy mali wszystko wydawało nam się piękniejsze, cudowniejsze, bardziej magiczne. W zwykłej chmurze zobaczyć mogliśmy biegnącego psa albo jadący rower. Nigdy nie byliśmy sami. Zawsze był przy nas nasz magiczny, wymyślony przyjaciel. Kiedy nie mogliśmy zasnąć, w wyobraźni odbywaliśmy dalekie podróże do innych światów. Spotykaliśmy się z wymyślonymi istotami. Nie bardzo obchodziło nas, co się dzieje na Ziemi, bo cały czas głowę mieliśmy wysoko w chmurach i ponad nimi. Teraz, kiedy jesteśmy już starsi, nasze umysły przytwierdzone są do podłoża kilogramami faktów i realizmu (czytając książki zapobiegamy temu w jakieś części ♥). Nie istnieją syreny. Dlaczego? Tak po prostu jest. Takie są fakty. To RZECZYWISTOŚĆ.
A my nadal starajmy się szukać magii we wszystkim, co nas otacza. Przecież w naszej wyobraźni wszystko może stać się niezwykłe. Biurko, łóżko i... szafa.

Łucja Pevensie razem ze swoim rodzeństwem: Zuzanną, Piotrem i Edmundem zostaje ewakuowana z Londynu, który jest bombardowany i wyjeżdża na wieś, do domu lekko zwariowanego profesora. Najbardziej niezadowolony jest z tego Edmund, który (tylko) o rok młodszy od Łucji zachowuje się, jakby był już dorosły. Tak szczerze, to mało polubiłam "Edzia".
Pewnego dnia Łucja postanawia wejść do starej szafy stojącej w jednym z wielu pokoi profesora. Nie wie, że jest to droga do zaczarowanej krainy - Narnii - pełnej niegdyś wesołych nimf i driad, satyrów, centaurów, karłów i gadających zwierząt. Jednak w momencie, gdy Łucja wchodzi do Narnii, panuje w niej wieczna zima (bez świąt Bożego Narodzenia!). Dlaczego? Zła Czarownica, która podaje się za królową Narnii rzuciła czar na cały kraj. Jest jednak przepowiednia mówiąca o ludziach, którzy strącą ją z tronu i sami zajmą należyte im miejsce we wspaniałym zamku Ker Paravelu. Jednak Czarownica chce ich powstrzymać i wykonuje najróżniejsze sztuczki, aby tylko im się to nie udało.

Najmniej ze wszystkich postaci polubiłam Edmunda. Egoistyczny, zarozumiały, myślący, że wszystko mu się należy, i że wszystko mu wolno. Zapominał, że jest jeszcze dzieckiem, którego łatwo oszukać, i którym łatwo manipulować. I tu tkwił jego błąd. Do reszty rodzeństwa (a szczególnie do Łucji i Zuzanny) nie miałam zarzutów.
Bardzo spodobała mi się postawa Łucji: uczynna, przebaczająca i dobra, w każdym tego słowa znaczeniu. Zapominała o dawnych krzywdach, często uśmiechała się, była pełna empatii. Nie lubiła, gdy kogoś krzywdzono i zawsze chciała stać w jego obronie. Według mnie ona najbardziej ze wszystkich (oprócz Aslana) nadawała się na królową Narnii i dawała wszystkim dobry przykład.

Niewiele osób wie, jak wielką przenośnią jest cała historia o zaczarowanym świecie Narnii, o starej szafie i o potężnym lwie Aslanie, który przybywa, aby ocalić kraj. Są to nie tyle powiązania historyczne, co chrześcijańskie. Autor ukazał tabernakulum, jako szafę, w której znajduje się coś, pięknego i niezwykłego. Jednak to co jest w środku zdobyć trzeba przezwyciężając zło, które jest wszędzie dookoła. Można wybrać. Albo wejść do szafy albo zostać w zwykłym i z pozoru bezpiecznym miejscu jakim jest "nasz" świat. Aslan również jest powiązany z Biblią. Przypomina on Chrystusa, który przybył, aby znowu zapanowała radość. Piękne jest, to jak bardzo autorowi udało się powiązać wszystkie te rzeczy i jestem zdumiona jego talentem literackim. Nie wiem, czy w następnych częściach też jest tyle przenośni co w tej, ale nawet jak nie, to przeczytanie czegoś takiego było zupełnie nowym i ciekawym doświadczeniem.

Jest jednak jedna rzecz, która nie podobała mi się w książce było zadziwiająco lekki i szybki sposób ukazania fabuły. Powieść jest dość krótka, przez co wszystko trwa jak mrugnięcie okiem. W niektórych momentach nie jest to złe, na przykład: gdy dzieci wchodzą do szafy. Chociaż nawet tutaj nie ma w pełni ukazanych ich emocji, jakie powinny być, gdy odrywa się magiczny świat wewnątrz z pozoru zwykłego przedmiotu. Również opisy bitew nie są zbyt dokładne i można powiedzieć, że nie mają konturów, tak jakbyśmy tylko o nich śnili: niewyraźnie, szybkie, przemijające. To są nieznaczne minusy książki, ale rzadko rzucają się one w oczy i naprawdę miło czyta się powieść.

Książka chociaż na chwilę przypomniała mi, jak wspaniale jest być dzieckiem (bo już nie jestem aż taka mała) i żyć w swoim własnym wiecie, w którym można rządzić; pełnym niezwykłych stworzeń i osób, przyjaciół, ale także wrogów. Różnica pomiędzy marzeniami sennymi jest taka, że C.S. Lewis przelał to wszystko na papier co w rezultacie dało naprawdę świetną opowieść wartą przeczytania. Polecam. Abyście i wy mogli poczuć, jak łatwo jest być dzieckiem.


~Moja ocena 7/10 (bardzo dobra)~


RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU: CZYTAM FANTASTYKĘ ORAZ GRUNT TO OKŁADKA

środa, 12 lutego 2014

17# Tam gdzie spadają Anioły



 Oryginalny tytuł: "Tam gdzie spadają anioły"
Oryginalny język: polski
Autor: Dorota Terakowska
Rodzaj: fantasy/młodzieżowe
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1998
Cena: 32,90 zł
Moja ocena: 10/10 ♥ ♥ ♥










Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak naprawdę wyglądają Anioły? Czy są to ogromne skrzydlate postacie, jakie je sobie wyobrażamy? Dlaczego ludzie na Ziemi cierpią, skoro Anioły mają za zadanie je chronić?
Nie takie pytania zadaje sobie pięcioletnia Ewa pewnego letniego dnia. Ona po prostu podąża za pięknymi złocistymi istotami, które latają wszędzie po niebie. Jednak wśród nich można zobaczyć również inne istoty - Czarne Anioły, które gonią Białe. One są również piękne, ale na swój mroczny i tajemniczy sposób. Mała Ewa zauważa, że Białe Anioły uciekają przed prześladowcami i chce im pomóc wołając do nich. Tym sposobem coraz bardziej oddala się od domu w stronę lasu. I w pewnym momencie dziewczynka nie widzi już Aniołów, łąki, ani też nieba. Wpada do kłusowniczej dziury.
W tym samym momencie Anioł Ave, złapany przez Czarnego Anioła i pozbawiony skrzydeł spada na Ziemię, aby tam przybrać formę pół-Anioła, pół-człowieka. Jak teraz poradzi sobie mała Ewa pozbawiona nieziemskiej opieki?
Zaczynają jej się dziać coraz to gorsze rzeczy. W końcu okazuje się, że dziewczynka może umrzeć. Czy nie jest za późno na ratunek?


Nie wiem od czego zacząć. Po przeczytaniu powieści D. Terakowskiej myślałam, że słowa ze mnie wypłyną i będę miała całą masę rzeczy do opisywania. Jednak jak teraz o tym myślę jest trudno. Jakby wszystko zblokowało się we mnie i nie chciało ujrzeć światła dziennego. Może więc zacznijmy po kolei.
Czy ktoś kiedykolwiek pomyślał dlaczego dzieją nam się złe rzeczy? Dlaczego mamy wypadki, chorujemy na różne choroby? Dlaczego ktoś z naszej rodziny umiera? Nie chodzi mi o to, że nasze Anioły również spadły z Drabiny, którą zamieszkiwały i teraz zostaliśmy bez opieki. "Praca" Stróżów jest bardziej skomplikowana. W książce jest wytłumaczone, że nie mogą nas one chronić od wszystkiego, ale tylko od niektórych rzeczy. Inaczej stalibyśmy się zbyt niemądrzy, lekkomyślni i nie potrafilibyśmy odróżnić Dobra od Zła. Bo czym właściwie jest Zło? Czy jest ono potrzebne? Owszem. Jest. Inaczej nie moglibyśmy zauważyć jak wielką moc ma Dobro. Bez Zła stałoby się ono rzeczą powszechną i niezauważalną. Dlatego właśnie Zło potrzebne jest zarówno mocno jak i Dobro. Aby człowiek sam mógł się wykazać i wybrać pomiędzy jednym a drugim. I w tym właśnie ma nam pomagać nasz Stróż (nie tylko w tym, ale również).


Kamienie Życia - taki zwrot często pojawia się w książce. Co to są za tajemnicze przedmioty? Czy jakieś niezwykle rzadkie kamienie szlachetne, bardzo wartościowe i drogie? A może jakieś duże skały? Nie. Wszystkie te odpowiedzi są błędne.
Kamienie Życia to decyzje, które zmieniają Los człowieka. Każdy bowiem człowiek ma kilka Losów do wyboru. Może rozchorować się i umrzeć, może żyć długo, ale samotnie lub z rodziną. Może do końca życia nie mieć ręki albo nogi.
Aby wybrać jeden z losów Anioły nakierowują nas na Kamienie Życia. Są to wydarzenia, które mogą zmienić kierunek, w którym podążamy nawet o tym nie wiedząc. Nie muszą być one duże jak np. wygrana w Lotto, albo lot na Hawaje. Mogą to być zwykłe czynności lub małe "wypadki" np. spóźnienie się na autobus, stłuczenie talerza albo potknięcie się o karton leżący na podłodze. Coś, na co zwykle nie zwracalibyśmy uwagi.
Ewa, która chce pomóc swojemu aniołowi stróżowi, musi odnaleźć Kamienie Życia trzech osób.
Czy jej się to uda?





W książce pokazano również (jak już trochę wcześniej wspominałam), dlaczego potrzebne jest jednocześnie Dobro jak i Zło. Dzieje się tak dlatego, że gdyby nie Zło nie wiedzielibyśmy jak wygląda Dobro. Wszystko byłoby takie samo, bezpieczne, ciche i nie wyróżniające się. Nie moglibyśmy posiąść wiedzy o Dobru, którą dzięki Złu udaje nam się zyskać.
Dorota Terakowska bardzo dobrze ukazała, jak te dwie sprawy mimo, że w niczym nie podobne do siebie, są  potrzebne. To również nieodłączny elementem wszystkiego co żyje na Ziemi. Przecież każdy z nas ma w sobie cząstkę Dobra i Zła i to już od nas zależy, którą z nich będziemy "pielęgnować".
Gdyby również nie ten wybór, każdy byłby podporządkowany tej samej woli. Bylibyśmy słabi i nie zauważalibyśmy pięknych momentów życia, które należy uchwycić w pamięci, bo wszystko byłoby takie samo.




Książka bardzo mi się podobała. Oprócz kilku wątków fantastycznych była raczej "przyziemna" i to bardzo dodawało jej uroku. Ona jest po prostu piękna, w każdym tego słowa znaczeniu. Pokazywała sprawy, z którymi często się spotykamy: bieda, choroba i odrzucenie. Jednak wiele jej bohaterów wypełnionych był miłością oraz wzajemną akceptacją.
Prawie każda z postaci występujących w "Tam gdzie spadają Anioły" zmieniła się wraz z upływem książki na lepsze. Właściwie nie było nikogo, kto stał się gorszy niż na początku.
Książka nie była tylko opowieścią o Aniołach. Te nieziemskie istoty zajmowały jedynie jedną czwartą całej historii. Były ukazane w sposób niesamowity. Autorka pokazała nam zwyczaje, opowieści i zajęcia tych niezwykłych istot w taki sposób, aby każdy je zrozumiał. Okazało się, że Anioły także mają swoje wady, które jednak starają się kształcić i zmieniać na lepsze. A opowieść o Ewie i jej Aniele Ave była właśnie o dojrzewaniu i o zdobywaniu wiedzy potrzebnej do dalszego, lepszego życia.



Nie wiem, czy kiedyś wrócę do tej książki. Są powieści, do których po prostu nie można wrócić, aby nie zniszczyć ich magii. Gdybyśmy czytali je raz za razem znudziłyby się nam i stały by się powszechne. Mimo, że bardzo chciałabym przeczytać jeszcze raz "Tam gdzie spadają Anioły" to nie wiem, czy to zrobię. W końcu najpiękniejsze są wspomnienia wyjątkowe, niepowtarzalne. A książka Doroty Terakowskiej jest niezwykła. I nie chcę niszczyć tej niezwykłości. Już wolę, aby pozostała dla mnie pięknym, zasnutym mgłą tajemniczości wspomnieniem.





Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM FANTASTYKĘ oraz BOOK LOVERS