Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2014

33# Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku

"Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku" Monika Marin

Tytuł oryginalny: "Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku"

Wydawnictwo: Pinus Media
Oryginalny język: polski
Rodzaj: przygodowe/młodzieżowe
Cena: 34,90 zł


Adam i Aleks nie mają łatwego życia. Ich dzieciństwo nie jest proste, łatwe i błogie - takie, jakie dzieciństwo być powinno. Oboje przeżyli wojnę, a historia o nich zaczyna się krótko po jej zakończeniu. Gdyby jeszcze mieli z kim się cieszyć z zakończenia walk. Jednak nie. Oboje mieszkają w sierocińcu.
Chłopców łączy szczególna więź. Pasja. Pasja do majsterkowania. I pasja do zmieniania świata na leszy. Razem postanawiają stworzyć Maszynę do Produkowania Szczęścia - coś, co pomoże im znaleźć w życiu dom i rodzinę, ale też coś, co uszczęśliwi innych ludzi.
Jednak niespodziewane wydarzenia sprawiają, że chłopcy zostają rozdzieleni. I stają oko w oko z niezgłębioną tajemnicą i niebezpieczeństwami, które czyhają przy jej odkrywaniu. Czy uda im się rozwiązać tajemnicę Saltamontes? I co najważniejsze - czy uda im się znaleźć prawdziwy dom?

Siedzę w ten deszczowy dzień i nie wiem, co napisać. No, na wstęp chyba wystarczy.

...

Nie, jednak nie wystarczyło.
...

Okay. Jest dobrze. Zaczynajmy!

 Po "Kronikach spodziewałam się czegoś innego. Nie wiem czego, ale na pewno nie tego. A to co przeczytałam było istnym... diamentem wśród innych książek. Czyli powiem wprost. Dawno nie przeczytałam czegoś tak dobrego. 

Niby akcja książki dzieje się w roku 1946, ale większość (nie mówię wszystkie - większość) wydarzeń w niej opisanych jest tak ponadczasowa, że spokojnie można by je umieścić w teraźniejszości. Przecież na świecie nadal są wojny więc gdyby tylko zmienić miejsce akcji, to wszystko mogłoby się zdarzyć w 2014 roku.

"Tak, tak mój drogi. To nie rzeczy tworzą nasze życie, ale nasza wiara w możliwość bycia szczęśliwymi."

Zauroczył mnie sposób pisania autorki. W książce jest bardzo mało opisów, ale kiedy już się one pojawią, to mocno działają na wyobraźnie. Są bogate, żywe, niezwykłe. Jednak kiedy opisów nie ma, skupiamy się na akcji. Normalnie nie lubię powieści, w których akcja toczy się zbyt szybko, jednak tutaj było to jak najbardziej korzystne dla całokształtu. Już wam mówię dlaczego tak było. Otóż na początku książki dowiadujemy się o tym, że historię będzie nam opowiadał siedemdziesięcioletni już Adam. Nie został on zawodowym pisarzem ani nic w tym stylu (a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo). Oczywiste więc staje się to, że opowieść nie będzie profesjonalna. Jednak same te działania pokazują jak profesjonalna jest autorka.
Czyli:
autorka wcieliła się w Adama, który wspomina jak był dzieckiem i o tym opowiada.
Rozumiecie?
Podsumowując: autorka profesjonalnie opisała historię Adama (widzianą jego oczami), który sam profesjonalistą nie był a więc musiała nadać słowu prostotę, tak, jakby wszystko opowiadał amator.
Trochę zawiłe, ale mam nadzieję, że zrozumiecie :-)

Obrazki, Obrazki OBRAZKI! Dużo obrazków! 

Normalnie nie pochwalam obrazków w książkach. Normalnie. Ta książka jednak odbiega od normalności pod każdym (dobrym) względem. Ilustracje więc, są tutaj jak najbardziej na miejscu.

Nie są to zwykłe ilustracje. Mają jakąś głębie, są stylizowane na stare. To nadaje książce niezwykłego uroku i jest jakby cudną ramką, w którą włoży się jeszcze piękniejszy obraz.






Aleks i Adam podróżowali po całej Europie i poznawali naprawdę wielu ludzi. Niektórzy z nich (znaczna większość) byli dobrzy, a reszta (bardzo mało) - źli. Udowodniło mi to, że jeżeli my jesteśmy dobrzy dla ludzi i postępujemy tak, jak mówi nam serce, nie patrząc na innych, to w przyszłości inni również będą dobrzy dla nas.

Książka jest pełna pięknych wartości. Opowiada o tym, co najważniejsze dla nas: o życiu w świecie, gdzie nie ma wojen, o posiadaniu przyjaciela i o chęci sprawiania, że świat będzie szczęśliwszy. Opowiada jednak również o tym co zrobić aby nasze marzenia się spełniły. To taka mała instrukcja, według której człowiek może zbudować wszystko od nowa.

~Moja ocena: 10/10 (cudowna, genialna)~


Za książkę dziękuję autorce - Pani Monice Marin



RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU: BOOK LOVERS   

środa, 12 lutego 2014

17# Tam gdzie spadają Anioły



 Oryginalny tytuł: "Tam gdzie spadają anioły"
Oryginalny język: polski
Autor: Dorota Terakowska
Rodzaj: fantasy/młodzieżowe
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1998
Cena: 32,90 zł
Moja ocena: 10/10 ♥ ♥ ♥










Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak naprawdę wyglądają Anioły? Czy są to ogromne skrzydlate postacie, jakie je sobie wyobrażamy? Dlaczego ludzie na Ziemi cierpią, skoro Anioły mają za zadanie je chronić?
Nie takie pytania zadaje sobie pięcioletnia Ewa pewnego letniego dnia. Ona po prostu podąża za pięknymi złocistymi istotami, które latają wszędzie po niebie. Jednak wśród nich można zobaczyć również inne istoty - Czarne Anioły, które gonią Białe. One są również piękne, ale na swój mroczny i tajemniczy sposób. Mała Ewa zauważa, że Białe Anioły uciekają przed prześladowcami i chce im pomóc wołając do nich. Tym sposobem coraz bardziej oddala się od domu w stronę lasu. I w pewnym momencie dziewczynka nie widzi już Aniołów, łąki, ani też nieba. Wpada do kłusowniczej dziury.
W tym samym momencie Anioł Ave, złapany przez Czarnego Anioła i pozbawiony skrzydeł spada na Ziemię, aby tam przybrać formę pół-Anioła, pół-człowieka. Jak teraz poradzi sobie mała Ewa pozbawiona nieziemskiej opieki?
Zaczynają jej się dziać coraz to gorsze rzeczy. W końcu okazuje się, że dziewczynka może umrzeć. Czy nie jest za późno na ratunek?


Nie wiem od czego zacząć. Po przeczytaniu powieści D. Terakowskiej myślałam, że słowa ze mnie wypłyną i będę miała całą masę rzeczy do opisywania. Jednak jak teraz o tym myślę jest trudno. Jakby wszystko zblokowało się we mnie i nie chciało ujrzeć światła dziennego. Może więc zacznijmy po kolei.
Czy ktoś kiedykolwiek pomyślał dlaczego dzieją nam się złe rzeczy? Dlaczego mamy wypadki, chorujemy na różne choroby? Dlaczego ktoś z naszej rodziny umiera? Nie chodzi mi o to, że nasze Anioły również spadły z Drabiny, którą zamieszkiwały i teraz zostaliśmy bez opieki. "Praca" Stróżów jest bardziej skomplikowana. W książce jest wytłumaczone, że nie mogą nas one chronić od wszystkiego, ale tylko od niektórych rzeczy. Inaczej stalibyśmy się zbyt niemądrzy, lekkomyślni i nie potrafilibyśmy odróżnić Dobra od Zła. Bo czym właściwie jest Zło? Czy jest ono potrzebne? Owszem. Jest. Inaczej nie moglibyśmy zauważyć jak wielką moc ma Dobro. Bez Zła stałoby się ono rzeczą powszechną i niezauważalną. Dlatego właśnie Zło potrzebne jest zarówno mocno jak i Dobro. Aby człowiek sam mógł się wykazać i wybrać pomiędzy jednym a drugim. I w tym właśnie ma nam pomagać nasz Stróż (nie tylko w tym, ale również).


Kamienie Życia - taki zwrot często pojawia się w książce. Co to są za tajemnicze przedmioty? Czy jakieś niezwykle rzadkie kamienie szlachetne, bardzo wartościowe i drogie? A może jakieś duże skały? Nie. Wszystkie te odpowiedzi są błędne.
Kamienie Życia to decyzje, które zmieniają Los człowieka. Każdy bowiem człowiek ma kilka Losów do wyboru. Może rozchorować się i umrzeć, może żyć długo, ale samotnie lub z rodziną. Może do końca życia nie mieć ręki albo nogi.
Aby wybrać jeden z losów Anioły nakierowują nas na Kamienie Życia. Są to wydarzenia, które mogą zmienić kierunek, w którym podążamy nawet o tym nie wiedząc. Nie muszą być one duże jak np. wygrana w Lotto, albo lot na Hawaje. Mogą to być zwykłe czynności lub małe "wypadki" np. spóźnienie się na autobus, stłuczenie talerza albo potknięcie się o karton leżący na podłodze. Coś, na co zwykle nie zwracalibyśmy uwagi.
Ewa, która chce pomóc swojemu aniołowi stróżowi, musi odnaleźć Kamienie Życia trzech osób.
Czy jej się to uda?





W książce pokazano również (jak już trochę wcześniej wspominałam), dlaczego potrzebne jest jednocześnie Dobro jak i Zło. Dzieje się tak dlatego, że gdyby nie Zło nie wiedzielibyśmy jak wygląda Dobro. Wszystko byłoby takie samo, bezpieczne, ciche i nie wyróżniające się. Nie moglibyśmy posiąść wiedzy o Dobru, którą dzięki Złu udaje nam się zyskać.
Dorota Terakowska bardzo dobrze ukazała, jak te dwie sprawy mimo, że w niczym nie podobne do siebie, są  potrzebne. To również nieodłączny elementem wszystkiego co żyje na Ziemi. Przecież każdy z nas ma w sobie cząstkę Dobra i Zła i to już od nas zależy, którą z nich będziemy "pielęgnować".
Gdyby również nie ten wybór, każdy byłby podporządkowany tej samej woli. Bylibyśmy słabi i nie zauważalibyśmy pięknych momentów życia, które należy uchwycić w pamięci, bo wszystko byłoby takie samo.




Książka bardzo mi się podobała. Oprócz kilku wątków fantastycznych była raczej "przyziemna" i to bardzo dodawało jej uroku. Ona jest po prostu piękna, w każdym tego słowa znaczeniu. Pokazywała sprawy, z którymi często się spotykamy: bieda, choroba i odrzucenie. Jednak wiele jej bohaterów wypełnionych był miłością oraz wzajemną akceptacją.
Prawie każda z postaci występujących w "Tam gdzie spadają Anioły" zmieniła się wraz z upływem książki na lepsze. Właściwie nie było nikogo, kto stał się gorszy niż na początku.
Książka nie była tylko opowieścią o Aniołach. Te nieziemskie istoty zajmowały jedynie jedną czwartą całej historii. Były ukazane w sposób niesamowity. Autorka pokazała nam zwyczaje, opowieści i zajęcia tych niezwykłych istot w taki sposób, aby każdy je zrozumiał. Okazało się, że Anioły także mają swoje wady, które jednak starają się kształcić i zmieniać na lepsze. A opowieść o Ewie i jej Aniele Ave była właśnie o dojrzewaniu i o zdobywaniu wiedzy potrzebnej do dalszego, lepszego życia.



Nie wiem, czy kiedyś wrócę do tej książki. Są powieści, do których po prostu nie można wrócić, aby nie zniszczyć ich magii. Gdybyśmy czytali je raz za razem znudziłyby się nam i stały by się powszechne. Mimo, że bardzo chciałabym przeczytać jeszcze raz "Tam gdzie spadają Anioły" to nie wiem, czy to zrobię. W końcu najpiękniejsze są wspomnienia wyjątkowe, niepowtarzalne. A książka Doroty Terakowskiej jest niezwykła. I nie chcę niszczyć tej niezwykłości. Już wolę, aby pozostała dla mnie pięknym, zasnutym mgłą tajemniczości wspomnieniem.





Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM FANTASTYKĘ oraz BOOK LOVERS


niedziela, 2 lutego 2014

15# Proroctwo sióstr: Krąg ognia


Oryginalny tytuł: "Circle of Fire"
Oryginalny język: angielski
Autor: Michelle Zink
Rodzaj: dramat fantastyczny
Ilość stron: 356
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 19 marca 2012 roku
Cena: 39, 90 zł
Moja ocena: 10/10











UWAGA! 
Drogi czytelniku! Ta książka jest ostatnią częścią trylogii "Proroctwo sióstr". Jeżeli nie wiesz o czym są poprzednie części lub chcesz sobie to przypomnieć przeczytaj:
  1. PROROCTWO SIÓSTR
  2. STRAŻNICZKA BRAMY
Dziękuję za uwagę i zapraszam do przeczytania dalszego ciągu recenzji.



Lia czuje się coraz słabiej. Dusze nękają ją po nocach podczas gdy dziewczyna odbywa niekontrolowane podróże po Równinie. Złe istoty zaganiają ją w Pustkę - miejsce, z którego nie ma powrotu - i chcą ją tam uwięzić. Lia nie panuje już nawet nad własnym ciałem. Bez swojej własnej wiedzy korzysta z mocy Zaklinaczki, aby wywoływać spustoszenie. Dziewczyna wie, że obrzęd w Avebury musi odbyć się niedługo, bo ona sama nie wytrzyma dłuższej walki z Duszami. Dochodzi jeszcze do tego jeden problem: jak przekonać Alice aby przeszła na stronę dobra? Proroctwo mówi wyraźnie, że Brama nie będzie mogła się zamknąć, jeżeli siostry nie zaczną współpracować. Alice jednak, już dawno porzuciła rolę Strażniczki, aby sprzymierzyć się z Duszami. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze inne problemy przy organizacji obrzędu (zwanego również Kręgiem ognia) a także miłosne rozterki Lii. Czy dziewczyna ma dość siły, aby doprowadzić proroctwo do końca i ujść z życiem? Czy zaczyna upodabniać się do swojej siostry bliźniaczki?



Krąg ognia strasznie mi się podobał! Autorka jeszcze lepiej ukazała emocje kierujące siostrami, które pomagały im w podjęciu wielu decyzji. Więź widoczna między bliźniaczkami osiągnęła maksymalny poziom. Cały czas widać było ich walkę ze sobą, a jednocześnie miłość, która łączyła je zawsze i gdyby nie proroctwo, tak byłoby cały czas. Do tego dochodzi jeszcze napięta sytuacja pomiędzy Sonią, Luizą i pozostałymi kluczami. Jest również Dimitri. Lia zakochana w nim po uszy musi wybrać: albo uciec z nim i pozwolić mu chronić się przed Duszami, albo samej stawić im czoło.
Jednak ciągła akcja sprawia, że powieść wcale nie jest podobne do romansu. Wręcz przeciwnie. Opowiada o tym jak trudno czasami wybrać pomiędzy szczęściem, a koniecznością i jak czasami trzeba stoczyć ostateczną walkę - ze samym sobą.




W całej trylogii bardzo podobał mi się motyw walczących sióstr. Odzwierciedla on codzienne zdarzenia - kłótnie z rodzeństwem. Mimo, że każda z bliźniaczek była po innej stronie nadal się kochały, nawet, jeżeli tego nie zauważały. W powieści jest pełno momentów, w których Lia zastanawia się co by było z nią i z Alice, gdyby nie proroctwo. Jest tam również inna sytuacja, również często spotykana. Każda z sióstr twierdzi, że w dzieciństwie to ta druga miała lepiej. Była bardziej kochana, lubiana i rozpieszczana. Często jet tak, że dzieci sądzą, że rodzicie bardziej kochają brata lub siostrę. Ta książka pokazuje również jak poradzić sobie w takich sytuacjach i to mi się właśnie w niej podoba.






W pewnym momencie trwania książki zrobiło mi się żali Alice. To ona całe życie ukrywała się z uczuciami, podczas gdy Lia nie musiała udawać, bo była kochana, miła i podziwiana. To ona cały czas stała w cieniu siostry, chociaż tamta nie miała o tym pojęcia. Nie chcę tutaj zrzucać winy na Amalie, bo to nie jej wina. To Alice była ponura i nie chciała z nikim rozmawiać ani się bawić, ale robiła to dlatego, że była niedoceniana przez innych. I o tym naprawdę jest książka. O odnajdywaniu własnych wartości i o odnajdywaniu siebie.



Recenzja bierze udział w dwóch wyzwaniach:



Więcej o wyzwaniu TUTAJ



Więcej o wyzwaniu TUTAJ


poniedziałek, 27 stycznia 2014

13# Proroctwo sióstr: Strażniczka Bramy.

Oryginalny tytuł: "Guardian of the Gate"
Oryginalny język: angielski
Autor: Michelle Zink
Rodzaj: dramat fantastyczny
Ilość stron: 383
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 20 października 2010 rok
Cena: 39,90
Moja ocena: 10/10










Uwaga! "Strażniczka bramy" jest drugą częścią trylogii "Proroctwo sióstr". Jeśli nie jesteś w temacie, a chciałbyś wiedzieć o co chodzi zajrzyj do TEGO ARTYKUŁU!


Lia (Amalia) razem ze swoją przyjaciółką Sonią (jedną z czterech kluczy) przebywa w Londynie. Są tam już od prawie roku. W tym samym czasie druga przyjaciółka Amalii i Soni - Luiza - Przebywa w Nowym Jorku. Dziewczyny tęsknią za nią i aby zabić czas spędzają dnie na łonie natury. Lia szkoli się w strzelaniu z łuku i jeździectwie. Przyjaciółki chodzą również na spotkania Towarzystwa. Tam właśnie Lia poznaje Dimitriego - przystojnego młodzieńca, z którym od razu się zaprzyjaźnia. Amalia cały czas czeka również, aż siostra jej babci - ciotka Abigail - pozwoli im wyruszyć na Altus - niezwykłą wyspę zamieszkaną przez Obserwatorów i siostry. Obserwatorzy wyznaczają prawa panujące na Równinie - dziwnym miejscu znajdującym się pomiędzy snem a jawą, po którym może poruszać się Amalia, jej zła siostra Alice, oraz inne klucze. Jednak dusze mieszkające na Równinie cały czas chcą dopaść Amalie. Alice również nie próżnuje. Łamie zasady Obserwatorów i używa Równiny, aby przemieszczać się fizycznie i nawiedzać Amalie.
Nadchodzi wreszcie długo oczekiwany dzień - Luiza przyjeżdża do Londynu. Lia zauważa jednak, że dziewczyna zachowuje się inaczej niż kilka miesięcy temu. Stała się skryta i podejrzliwa. W tym samym czasie Amalia dostaje wiadomość, że ciotka Abigail czuje się źle i niedługo może umrzeć. Musi wyruszyć więc na Altus aby się z nią potkać i porozmawiać na temat zaginionych stron z Księgi Chaosu (niej zapisana jest treść proroctwa). Droga jest jednak niebezpieczna. A dusze przyjmują najróżniejsze postacie, aby dorwać Amalie.


Książka podoba mi się pod wieloma względami. Ukazuje na pozór normalne sprawy. Miłość, przyjaźń, ale również smutek i strach przeplatają się z magicznymi wydarzeniami niby nie pasujących do tej "rzeczywistej" scenerii, ale jak wspaniale ją uzupełniających.
Bardzo podoba mi się również motyw walki pomiędzy rodzeństwem. Pewnie każdy, kto ma rodzeństwo (nieważne - młodsze, czy starsze), wie, jak to jest się z nim pokłócić. Ja osobiście ma młodszą siostrę, więc wiem jak to jest (mimo, że młodsza, to wcale nie znaczy, że słabsza, czy coś w tym stylu). Jednak kiedy już się z nią pokłócę, to chcę się jak najszybciej pogodzić. Te same uczucia pokazane są w "Strażniczce bramy" (i ogólnie w całej trylogii) jednak trochę inaczej. Siostry walczą ze sobą na śmierć i życie - jednak dobra, druga opętana przez dusze. Kiedy Amalii w pewnym momencie robi się szkoda Alice chce się z nią pogodzić, jednak zawsze na koniec obie wracają do punktu wyjścia. Sama jestem ciekawa, jak to się dalej potoczy i trochę szkoda, mi bliźniaczek, bo bardzo się kochały i zostały rozdzielone przez proroctwo. Osobiście chcę, aby się pogodziły.




"Proroctwo sióstr" było książką jaką kupiłam sobie za pieniądze z urodzin. Nie była ona droga (w księgarni mieli przecenę) więc ją wzięłam. Nie wiedziałam o niej zupełnie nic. Nikt mi o niej nie mówił, nigdy w życiu nie czytałam jej recenzji. Po prostu o niej nie wiedziałam. Aż do tamtej chwili.
Książka okazała się ciekawa i bardzo mi się spodobała.
Podczas ostatniego pobytu w bibliotece zobaczyłam na półkach kontynuacje trylogii: "Strażniczkę bramy" i "Krąg ognia" (który aktualnie czytam). Wiedziałam o tych książkach, jednak nie mogłam ich nigdzie znaleźć. Udało mi się jednak.
Książka była trochę inna niż pierwsza część. Nie zainteresowała mnie od razu. Byłam ciekawa co się stanie dalej, ale nie chciało mi się czytać (wiem, trochę dziwnie). I tak do połowy książki. A potem zaczęła się akcja. I tak już do końca. Więc jakby narysować to wykresem to by było coś takiego:


Początek - fajny --> Trochę później *ziew* --> Jeszcze trochę później - nie no, co będzie dalej (ekscytacja)?? --> Mniej więcej połowa książki - ale akcja --> Koniec - za szybko się skończyło...
:-(


A więc patrząc na całokształt (co zawsze robię przed oceną) książka była niezmiernie ciekawa (oprócz tego mojego zacięcia). I chcę dowiedzieć się jak Michelle Zink zakończy tą historię. Naprawdę nie mogę się doczekać kiedy skończę czytać i będę na kacu książkowym (już zaczynam być!). Po prostu ta trylogia jest warta tego, aby ją przeczytać, zatęsknić za nią i nie zapomnieć jej.


PS. Może recenzja trochę krótka, jednak nie chcę wam zdradzić nic istotnego, a w przypadku drugiej części trylogii jest to naprawdę trudne ;-) Niedługo następna recenzja :-)




Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę". Więcej o wyzwaniu TUTAJ



Książka bierze również udział w wyzwaniu "Book lovers". Więcej o wyzwaniu TUTAJ


poniedziałek, 13 stycznia 2014

11# Złodziejka książek

Oryginalny tytuł: "The Book Thief "
Oryginalny język: angielski
Autor: Markus Zusak
Rodzaj: wojenne (i trochę fantasy, ale o tym potem)
Ilość stron: 495
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Rok wydania: 2006
Cena: 39,90
Moja ocena: 10/10











"Złodziejka książek". Sławna "Złodziejka książek". Emocjonująca. Niejednoznaczna. Zagadkowa.
Tak opisałabym tą książkę, gdybym miała wspomnieć o niej w kilku zdaniach. A jaka ta książka jest naprawdę? Nieporównana. Nigdzie podobnej nie znajdziecie. Po prostu nigdzie indziej nie ma TAKIEJ książki. Napisanej w TEN sposób. W której sprawy nie wyjaśniają się jedna po drugiej, ale splatają się w wspaniałą historię.



Po raz pierwszy spotykamy się z główną bohaterką - Liesel Meminger - kiedy jedzie ona pociągiem ze swoją mamą i bratem. Gdzie jadą? Na pewno nie na basen. Nie do kina. Wtedy jeszcze nie było takich atrakcji. Albo może były. Ale na pewno nie dla Liesel. Ona cieszyłaby się pewnie bardziej, gdyby pozwolono jej w domu zostać. Musiało być jednak inaczej. Liesel jechała z matką do nowego domu.
Po drodze jednak coś dzieje się nie tak. Zaczyna się od nagłego kaszlu a potem cisza. Jednak rzecz, a zmieniła wszystko. Ta chwila będzie później często nawiedzać Liesel w snach. Chwila, gdy jej brat odszedł ze świata. To przyczyniło się jednak do "kariery" Liesel. podczas jego pogrzebu dziewczynka ukradła wtedy swoją pierwszą książkę - "Podręcznik grabarza". Te dwa zdarzenia nakierowują życie złodziejki na nowy tor. Na dodatek, niedługo po przyjeździe Liesel do nowego domu wybucha druga wojna światowa. 


"Drobna uwaga. Na pewno umrzecie."


Okładka (oryginalna, a nie filmowa) książki jest stylizowana na starą. Nic ciekawego, jest na niej dziewczynka. I coś jeszcze. Coś co zupełnie nie pasuje do niby wesołej atmosfery, która panuje na obrazku. A może na odwrót - elementy kontrastują ze sobą tak bardzo, że nadają sens całokształtowi. Jest to śmierć.
Dziewczynka jednak nie boi się tej tajemniczej postaci. Przeciwnie oboje idą za ręce. Cieszą się. Tańczą.
Już sama okładka osłania nam rąbek tajemnicy o książce. Mówi, że śmierć w czasach drugiej wojny światowej była czymś powszechnym. Było o nią łatwo. Czasami nawet cieszono się z niej. Jak z wyzwolenia.
Dziewczynka na okładce nie opiera się śmierci. Współgra z nią. Nie boi się jej.


"Złodziejka książek" to książka, która wyzwala we mnie wiele uczuć. Również pozytywnych. Pokazuje, jakie to szczęście, że żyjemy w wolnym kraju, w którym nie ma wojen, i w którym każdy jest równy (chociaż ze względu na pewne "grupki" społeczne, które powstają mimo to, nie każdy może poczuć tą równość).
Liesel żyła w bardzo trudnych czasach. Udawało jej się jakoś przetrwać, ponieważ była samodzielna, zawsze (to znaczy wtedy kiedy uważała to za słuszne) stawiała na swoim, jednak była również czuła na cierpienie innych i otwarta dla ludzi. W niektórych momentach byłam zła na nią za decyzje, które podejmowała, jednak raczej po prostu jej współczułam. Współczułam małej dziewczynce, która zmuszona była pożegnać się z rodziną i zamieszkać w nowym środowisku. Współczułam dziewczynce, która musiała zmienić się, dostosować się do świata, w którym żyła. Współczułam dziewczynce, która żyła w hitlerowskich Niemczech. Jednocześnie jednak podziwiałam jej odwagę, dobre serce i wytrwałość w dążeniu do celu.




Kolejna rzecz, która zaskoczyła mnie w książce była jej narracja. Nie da się do końca określić jaka ona byłą - czy pierwszoosobowa czy trzecioosobowa. Jest tak dlatego, że narratorem opowiadania jest śmierć. Jest to pierwsza przeszkoda, jaką postawił na swojej drodze Markus Zusak. Śmierć widzi wszystko własnymi oczami. Nie interesuje jej zbytnio wygląd postaci, a bardziej ich charakter. No bo czemu wygląd miałby interesować śmierć?



Bardzo poruszył mnie również sposób w jaki pisana jet książka. Nie jest on jednostajny, ciągły, tylko (jak już pisałam wcześniej) przeplatany. Tak jak warkocz. Wydarzenia cały czas się krzyżują. W "Złodziejce" nie ma ciągłości zdarzeń. Jeśli rozpatrywaliśmy by je pojedynczo to nie bardzo mają sens. Dopiero pod koniec książki wszystko nam się układa i uświadamiamy sobie się rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia. Dopiero wtedy udaje nam się odkryć prawdziwy sens historii Liesel Meminger.



Ostatnią rzeczą jaka zaintrygowała mnie w tej książce jest zakończenie. Nie będę wam go oczywiście zdradzać. Chcę powiedzieć wam tylko jedno ważne (może dla niektórych znane) zdanie: Najciemniej jest zawsze pod latarnią. Zusak zakończył książkę z taką łatwością, że nikt by się tego nie spodziewał.







PS. Podobno 31 stycznia będzie kinowa premiera "Złodziejki". Ja się wybiorę, a wy?

środa, 11 grudnia 2013

9# Gwiazd Naszych Wina

Oryginalny tytuł: "The Fault In Our Stars"
Oryginalny język: angielski
Autor : John Green
Rodzaj: literatura młodzieżowa
Ilość stron: 310
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Cena: 34,90
Moja ocena: Taka WSPANIAŁA książka nie mieści się w skali ♥







A więc teraz miała się pojawić recenzja "Legenda. Wybraniec" jednak dostałam "Gwiazd Naszych Wina" i skończyłam ją (dostałam w Mikołajki i wtedy skończyłam) , więc na razie będzie to.


"Gwiazd Naszych Wina" opowiada o pewnej szesnastolatce. Ma ona na imię Hazel i jest narratorem opowieści. Hazel choruje na raka tarczycy. Życie spędza podpięta do aparatu tlenowego imieniem Philip, oglądając "America's Next Top Model" i czytając książki. Jej rodzice podejrzewają, że dziewczyna cierpi również na depresje, co często objawia się przy poważniejszych chorobach. Nastolatka dołącza więc do grupy wparcia, dla osób walczących z różnymi chorobami. To tam właśnie poznaje Augustusa. Jest to młodzieniec, który również miał nowotwór, przez którego stracił część nogi. Jednak Hazel jeszcze nie wie, że ten chłopak poważnie namiesza w jej życiu...




"... To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina..."
(Autor przytłacza tutaj cytat z "Juliusza Cezara" autorstwa Szekspira)






Książkę Johna Greena dostałam na Mikołajki. Jest to pierwsza opowieść tego autora, którą przeczytałam. A zrobiłam to w jeden dzień. A więc ostrzegam was: NIE RÓBCIE TEGO SAMEGO BŁĘDU! Mimo, że książka wciąga strasznie i tylko myślisz, co stanie się dalej, to nie czytaj jej na jednym wydechu. W tej opowieści zawartych jest tyle uczuć tyle przekazów i tyle myśli, że chociaż przeczytałam ją w jeden dzień, to wszystkie te doznania docierały do mnie z dniowym, a nawet kilkudniowym opóźnieniem. Do teraz nie poczułam wszystkiego, co powinna była przekazać mi TA książka. Dlatego spokojnie usiądź sobie, przeczytaj kilka rozdziałów i poważnie zastanów się nad tym co narodziło się w twojej głowie. Wszystko przeanalizuj i zastanów się czy naprawdę poczułeś to, co poczuć powinieneś.






"... Trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał..."





"Gwiazd Naszych Wina" to książka zawierająca pełno metafor, skojarzeń i przenośni. Zacznijmy od tego, że sam tytuł jest jedną wielką przenośnią (od razu wam powiem, że chodzi o takie gwiazdy na niebie, a nie piosenkarki, czy coś takiego). Książka bardzo mi się podobała ponieważ napisana była dość prostym językiem i rzucała jedno hasło : ŚMIERĆ. Opowieść o Hazel i Augustusie mówiło nam po prostu wprost: ty też umrzesz. Nie marnuj życia bo nie wiadomo kiedy ono się skończy. Autor w prosty sposób wytłumaczył nam co to jest śmierć. Bo powiem wprost. O tym właśnie jest książka. O ŚMIERCI (to znaczy oczywiście nie tylko o tym, ale często się to pojawia). Ale czym innym jest nasze życie. Jeżeli można by je zapisać, to okazałoby się że ono również opowiada o śmierci. W książce, John Green próbuje nas trochę zapoznać z tym tematem.






"...Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje..."




Najbardziej w książce (jak zwykle) intryguje mnie zakończenie. NIE BĘDZIE SPOJLERU! Chciałam po prostu napisać, że autor daje nam wiele do myślenia. Tak jak gdybyśmy mogli dalej poprowadzić historie. Po książce zostają tylko domysły...




Okay może być naszym "Na zawsze"...


Ostatnio zastanawiałam się dużo nad sensem czytania książek. Nad tym, co robili ludzie, kiedy książki były jeszcze za drogie, o czym marzyli skoro nie mieli niczego co mogłoby im rozszerzać horyzonty. Ja to w ogóle się stało, że mamy alfabet i czy da wymyślić się nowe litery (tak wiem, że na pierwszy rzut oka wydaje się to mieć mało do czytania książek. Jeśli tak myślisz czytaj uważniej). I dopiero niedawno odkryłam, co tak naprawdę cenię w książkach i co jest ważne. Książki powinny nas czegoś uczyć. Jeżeli opowiadanie nie ma nawet najmniejszego morału to nie będzie tylko, że tak powiem głupie, ale także nudne. No bo o czym wolelibyście czytać: o jakimś wesołym chłopcu, mającym wspaniałe stopnie, dużo przyjaciół wspaniałą rodzinę i w ogóle niczym nie musi się martwić, czy o zbuntowanym nastolatku, przepełnionym wizjami na lepsze jutro, żyjącym w świecie niezrozumienia? Pytanie to pozostawiam do waszej dyspozycji.

Dlaczego rozwinęłam ten temat. Chciałam wam właśnie przekazać, ile do mojego życia wniosło "Gwiazd Naszych Wina". Książka uczy o poznawaniu wartości istnienia, o tym, że życie nie jest "instytucją spełniającą życzenia". O tym, że możemy się na nim zawieść. Ale jednak czy MY możemy zawieść się na SWOIM życiu? Czy to nie od nas zależy jak będziemy nastawieni do innych, czy w zdrowiu, czy w chorobie? Książka Johna Greena mówi właśnie o życiu i śmierci, o zdrowiu i chorobie, ale co najważniejsze: o odnajdywaniu samego siebie.



środa, 4 grudnia 2013

08# Felix, Net i Nika oraz Sekret Czerwonej Hańczy


Tytuł oryginalny: Felix, Net i Nika oraz Sekret Czerwonej Hańczy
Oryginalny język: polski
Autor: Rafał Kosik
Rodzaj: fantastyka/ science fiction
Ilość stron: 494
Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: 20 listopada 2013 roku
Cena: 39 zł
Moja ocena 10/10 ♥ (dałabym więcej, ale się nie mieści się w skali)♥










"Sekret Czerwonej Hańczy" to już dwunasta część serii "Felix, Net i Nika". Na początku zrobię przedstawienie postaci dla tych trochę mniej wtajemniczonych. UWAGA! Nie będzie spojlerów, nie musicie się obawiać :-)

Felix Polon to szczupły, wysoki, blondyn mieszkający na przedmieściach Warszawy. Podobnie jak jego ojciec, uwielbia tworzyć różnego rodzaju wynalazki. Zawsze ma przy sobie plecak z niekoniecznie potrzebnymi przedmiotami (to tak, jakbyście nosili ponton do szkoły), dlatego kiedy czegoś potrzeba on zwykle to ma. Felix jest cichy, spokojny, i mądry - potrafi znaleźć wyjście z prawie każdej sytuacji.


Net Bielecki to najlepszy przyjaciel Felixa i chłopak (no może nie od początku chłopak) Niki. Net to nie jest jego prawdziwe imię, jednak w żadnej części książki nie jest ono podane (podobno nawet autor go nie zna). Ma świetny humor jednak jest trochę niezdarny i przeraża go dużo rzeczy. Jest geniuszem matematycznym. Świetnie zna się również na komputerach. Net jest wyższy od Felixa o głowę. Jego ciemno blond włosy wyglądają, jakby ktoś odpalił w nich petardę.

Nika Mickiewicz to rudowłosa nastolatka mieszkająca na Warszawskiej Pradze. Zawsze nosi martensy, a jej częstym elementem ubioru są spódniczki i dżinsowe kurteczki. Dziewczyna ubiera się w lumpexach.
Nika jest bardzo odpowiedzialna i dobrze się uczy. Lubi czytać książki ♥ Jest spokojna, kulturalna, jednak potrafi być niemiła. Zawsze myśli o innych osobach.


"Felix, Net i Nika, oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa" - film



"Nie oceniaj po pozorach i nie wydawaj wyroków, nim nie wysłuchasz racji wszystkich stron"
Rafał Kosik       


"Sekret Czerwonej Hańczy" rozpoczyna się na lotnisku, kiedy przyjaciele mają odebrać gości, którzy przylecieli z wymiany międzypaństwowej. Już wtedy zaczynają się problemy, kiedy w domu okazuje się, że nowi koledzy nie lubią jeść nic kiszonego (Felix podaje im kapuśniak, kiszoną kapustę i ogórki). W szkole sytuacja robi się jeszcze gorsza, ponieważ żaden z nauczycieli nie był powiadomiony o możliwości zajmowania się gośćmi. Wszystkiego dopełnia tajemnicze wydarzenie - porwanie pewnej nastolatki. Czy przyjaciołom uda się ją odnaleźć?


Moją ulubioną postacią jest Net. Jest on zabawny i ma najlepsze teksty w całej książce. Nika również jest bardzo fajna. Podziwiam ją za odwagę, poświęcenie i mądrość. Za to Felix zawsze znajduje wyjście z trudnych sytuacji. Ta trójka wspaniale się dopełnia.




Ta część FNiN (Felix, Net i Nika) była dosyć normalna w porównaniu z innymi. W prawie każdej mamy do czynienia z rzeczami magicznymi, paranormalnymi, lub po prostu niezwykłymi. W tej więcej jest miłosnych wątków, kłopotów związanych ze szkołą i wrednymi nauczycielami. Jednak mimo sporych różnic książka naprawdę mi się podobała. Miała w sobie ukryte tajemnice, a ja aż nie mogłam się doczekać, aż poznam wszystkie jej zakamarki.

ZAPRASZAM NA STRONY ZWIĄZANE Z SERIĄ:


Polecam! 

wtorek, 26 listopada 2013

07# Legenda. Rebeliant.

Tytuł oryginalny: Legend
Oryginalny język: angielski
Autor: Marie Lu
Rodzaj: Fantastyka 
Ilość stron: 299
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2012
Cena: ?
Moja ocena 10/10







"Ciekaw jestem jakby wszystko się poukładało, gdybym to ja urodził się w twoim mieście, a ty w moim. Czy bylibyśmy wówczas tacy sami jak teraz? Czy byłbym jednym z najlepszych żołnierzy Republiki? Czy ty byłabyś słynnym przestępcą?"

Republika to kraj znajdujący się na terenie dawnych Stanów Zjednoczonych. Każdy nastolatek (ok. 11, 12 lat) musi przejść próbę. Podczas niej sprawdzana jest wiedza, oraz stan fizyczny dzieci. Dla niektórych próba kończy się dostaniem się do wysokiej szkoły. Inni mogą zostać ze swoją rodziną i normalnie się rozwijać. Jednak dla niektórych próba kończy się wysiedleniem, albo nawet czymś gorszym...

Day jest ściganym przez wszystkich przestępcą. Po próbie, którą oblał musiał uciekać z tajnego laboratorium. Od tamtego czasu razem ze swoją towarzyszką niewoli Tess, żyje z tego co znajdzie, w jednym z biedniejszych sektorów republiki. Nikt z jego rodziny oprócz starszego brata Johna nie wie, że przeżył. W tym czasie rozprzestrzenia się tajemnicza epidemia, która kolejno pochłania kolejne sektory. Jej ofiary można poznać po czerwonym iksie wymalowanym na drzwiach domów. Pewnego dnia na domu rodziny Day'a pojawia się właśnie taki krzyżyk. Jest on jednak inny niż wszystkie. Posiada jedną dodatkową kreskę. Day by ratować rodzinę włamuje się do pobliskiego szpitala, aby ukraść stamtąd lekarstwo dla swojego najmłodszego brata Edena. Nie wie jednak, że ta wyprawa zmieni jego życie...

June Imparis jest "cudownym dzieckiem Republiki". Na próbie zdobyła najwyższą możliwą liczbę punktów. Do wyższej szkoły trafiła o wiele wcześniej niż jej rówieśnicy i zdobywa ze wszystkiego najlepsze stopnie. Jest jednak żądna przygód i przez to często wpada w kłopoty.
June mieszka razem z bratem Metiasem . Rodzice dziewczyny zginęli w tajemniczym wypadku samochodowym kiedy ona była bardzo mała. Od tamtego czasu opiekuje się nią brat i jego kolega. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia. Metias wchodzi w konflikt z Day'em. June musi pomścić jego "przegraną". Zostaje wysłana do biednych sektorów Republiki aby odszukać Day'a. Nie wie, że ich drogi niedługo się przetną.

"Niewielu ludzi zabija z właściwych powodów, June. Większość czyni to ze złych."





Książka Marie Lu jest naprawdę cudowna. Chwyta czytelnika za serce i nie opuszcza go aż do końca. Ja do teraz nie mogę obudzić się ze snu, który ogarnął mnie, gdy czytałam "Rebelianta".
Książka niby wybiega w przyszłość, ale opowiada o problemach współczesnych. Mówi nam o zróżnicowaniu między bogatymi i biednymi rodzinami. Pokazuje, jak państwo dosłownie wyniszcza swoich obywateli i toruje sobie drogę, aby dojść do władzy. Są w niej również pokazane inne problemy takie jak utrata kogoś bliskiego i choroba. W "Legendzie" ukryty jest bardzo głęboki a jednak łatwy do odczytania przekaz. To właśnie mi się w niej podobało. Również uwiodła mnie narracja pierwszoosobowa, ponieważ raz narratorem jest Day a raz June.






Książkę mogę polecić wielu osobom, nie mogą być one jednak na nią za młode. Jeżeli ktoś nie jest zorientowany czym różni się bieda a bogactwo zdrowie i choroba to naprawdę nie jest książka dla niego. A uwierzcie mi, że są ludzie, których życie i poglądy kręcą się wokół ich samych nie zwracając uwagi na "sąsiadów". Na "Rebelianta" trzeba być przygotowanym. Trzeba mieć choć małą wiedzę o reszcie świata i warunkach w nim panującym aby zrozumieć zakorzeniony w opowieści przekaz.


"Za dnia próbujesz wędrować w świetle."


  PS. Aktualnie czytam drugą część Legendy "Wybraniec" i czekam na "Patriotę".



czwartek, 3 października 2013

4# Duchy przeszłości



Oryginalny tutuł: "The Tale of Halcyon Crane"
Oryginalny język: Angielski
Autor: Wendy Webb
Rodzaj: fantastyka paranormalna
Ilość stron: 289
Wydawnictwo: WNK
Data wydania: 2011 rok
Cena: 31, 90
Moja ocena 10/10










"Przeszłość rzuca długi cień… a jej duchy wciąż straszą. Hallie dowiaduje się z tajemniczego listu, że jej matka wcale nie zginęła w pożarze. Ojciec kłamał – w rzeczywistości przed trzydziestu laty uprowadził swoją małą córeczkę i ukrył przed żoną. Teraz, gdy rodzice zmarli, za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia. Mimo to dziewczyna pragnie poznać prawdę. Wyrusza na wyspę pośród Wielkich Jezior, żeby zrozumieć wydarzenia ze swojego dzieciństwa. Miejscowi przyjmują ją wrogo. A w wiktoriańskim dworze, który odziedziczyła, dzieją się dziwne rzeczy..."

W kilka dni na głowę młodej kobiety -  Halcyon Crane - spada cała góra problemów. Dziewczyna dowiaduje się z tajemniczego listu, przyłączonego do testamentu, że miała matkę, która była sławą fotografką z przydomkiem "Łowczyni dusz". Kilka dni później ojciec Hallie umiera na Alzheimera, zostawiając córkę z pytaniami bez odpowiedzi. Dziewczyna chcąc poznać zagadkę swojej rodziny jedzie do domu swojej matki. Jednak już po kilku dniach zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Począwszy od uczucia obecności w pokoju, aż do widoku topiącego się człowieka.
Wtedy Halcyon poznaje adwokata, który - jak ma nadzieje pomoże jej rozwikłać sprawę pewnego tajemniczego morderstwa...

 Od razu spodobało mi się miasteczko Grand manitou, do którego trafiła Hallie. Nie mam w nim aut a nawet zasięgu. Miejscowi i turyści poruszają się bryczkami zaprzężonymi w konie. Informacje przekazuje się za pomocą listów.
Jednak jeszcze bardziej spodobała mi się Halcyon. Mimo wielu przeciwności losu dziewczyna postanawia oczyścić swoją rodzinę z kłamstwa. Pomaga jej przy tym przyjaciel, którego poznała na wyspie.
Hallie jest bardzo odważna i twarda jednak również współczująca i za to właśnie ją polubiłam.




„Chodźmy się bawić, wyjdźmy na łąkę. Przynieś laleczki. Wejdź na jabłonkę. Wejdź w piwnicy mojej drzwi. Zawsze razem, ja i ty.”


"Duchy przeszłości" To naprawdę świetna książka. Pokazuje ona wiele problemów teraźniejszego świata takich jak rozwód, czy śmierć i łączy z akcją, fantastyką i miłością. W powieści podoba mi się nieprzerwana akcja. Gdy myślisz, że jedno wydarzenie dobiegło końca, pojawia się następne i wywraca wszystko do góry nogami. Książka idealna dla ludzi poszukujących romantyzmu, ale i nie tylko! Polecam KAŻDEMU!

środa, 25 września 2013

2# "Ania z Zielonego Wzgórza"

Oryginalny tytuł: "Anne of Green Gables"
Oryginalny język: Angielski
Autor: Lucy Maud Montgomery
Rodzaj: Powieść psychologiczna
Ilość stron: 405
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania oryginału: 1908 rok
Cena: 24, 90
Moja ocena: 10/10








"Gdy Maryla i Mateusz Cuthbertowie decydują się przygarnąć chłopca z sierocińca, nie mają pojęcia, że od tej pory ich życie wywróci wypełnią niespodzianki. Zaczyna się od tego, że na Zielone Wzgórze w Avonlea przybywa nie chłopiec, lecz jedenastoletnia rudowłosa dziewczynka ..."



Rodzeństwo, Maryla i Mateusz Cuthbertowie, wiodą spokojne życie w Avonlea, wiosce mieszczącej się na wyspie Księcia Edwarda. Pewnego dnia postanawiają jednak zrobić coś, co kompletnie zaskakuje ich znajomych i sąsiadów. Postanawiają przygarnąć chłopca z sierocińca. Dziecko ma pomagać Mateuszowi na polu, gdy ten będzie już starszy. Maryla, którą sąsiadki planują odwieźć od tego szalonego pomysłu nie ulega namową. Wkrótce wysyła brata na stację kolejową, aby ten odebrał z niej chłopca. Dziwi się bardzo, gdy na stacji nie zastaję nikogo, oprócz jedenastoletniej dziewczynki ubranej w brzydką, szarą sukienkę. Mężczyzna nie widzi innego wyjścia, więc zabiera dziecko ze sobą na Zielone wzgórze. Po drodze do domu zaczyna jednak lubić Anię, za jej fantazyjne i ciepłe opowieści. Nie wie jeszcze, że życie rodzeństwa na Zielonym Wzgórzu, niedługo bardzo się zmieni.



Według mnie, nie da się nie lubić Ani Shirley. Ta mała dziewczynka ma bardzo twardy i wybuchowy charakter. Posiada też dużo kompleksów, na temat swoich rudych włosów, sylwetki i w ogóle całego wyglądu. Z biegiem czasu wszystko się jednak zmienia. W książce widzimy, jak Ania z małej fantazjującej dziewczynki, uwielbiającej używać wielkich słów i ciągle wpadającej w kłopoty zmienia się w rezolutną i twardą, jednak spokojną i opanowaną kobietę. Na stronach opisane jest życie Ani od momentu jak trafia na Zielone Wzgórze, aż do czasu jak dostaje pracę. Można łatwo porównać obie dziewczyny i zobaczyć wielką zmianę między nimi.
Osobiście wolałam młodszą Anię, która mimo wieku była już bardzo doświadczona przez życie. Lubiłam jej zachowanie i śmiałam się z jej ciągłego pecha. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie polubiłam starszej Ani.
Obie dziewczyny mimo, że tak różne, zachowały niektóre elementy zachowania i to mnie bardzo cieszy.




Książka jest napisana dość łatwym językiem. Z wyjątkiem kilku momentów jest ona spokojna, więc wspaniała na wieczory, które niestety zapadają coraz wcześniej. Autorka wspaniale i kolorowo opisała leśną okolicę Zielonego Wzgórza, więc można się poczuć jakbyśmy razem z Anią spacerowali spokojnymi uliczkami Avonlea. Opowieść bardzo mi się podobała, ponieważ ukazywała losy sieroty, która znalazła miłość u obcych ludzi. Pokochała ich i o tym właśnie jest ta książka: o miłości przyjaźni i zaufaniu.


A to jeden z kadrów z filmu



niedziela, 22 września 2013

"Wszechświaty"


Tytuł oryginalny: "Multiversum"
Oryginalny język: Włoski
Autor:  Leonardo Patrignani
Rodzaj: Fantasy/Science-fiction
Ilość stron: 268
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 2013 rok
Cena: 44,90
Moja ocena: 10/10






"- Alex dlaczego nie przyszedłeś? Proszę cię, tylko nie mów mi, że nie istniejesz. -Jenny, jestem na molo. Jestem tutaj. -Ja także, dokładnie tam, gdzie ty mówisz, że jesteś"

Alex mieszka we Włoszech. Ma wspaniałą rodzinę, genialnego przyjaciela. Jest kapitanem drużyny koszykówki. Jenny jest Australijką. Mieszka z mamą i tatą w Melbourne. Jest świetną pływaczką, wygrywała wiele olimpiad posiada wiele pucharów.
Cztery lata przed wydarzeniami z książki, nie wiadomo jak, ich drogi skrzyżowały się. Stało się tak za sprawą telepatycznych rozmów jakie nastolatkowie przeżywają bez swojej zgody. 
Pewnego dnia Alex postanawia odszukać Jenny. Z pomocą przyjaciela jedzie do Mediolanu gdzie ma spotkać się z dziewczyną. Po drodze coś dzieje się nie tak. Alex nie wie, że oboje są w niebezpieczeństwie. Chłopak musi prześcignąć czas i dowiedzieć się, co przez lata ukrywali jego rodzice. Nie wie jeszcze, czy chce poznań prawdę.


Zwykle nie kupuję książek, tylko je wypożyczam, ponieważ wiem, że do nich nie wrócę. Jednak to to coś innego. Książka wciąga, dzięki niej przenosimy się do świata Jenny i Alexa. Widzimy wszystko ich oczami. Autor bardzo barwnie wszystko opisał, jednak trzeba dokładnie czytać ponieważ w książce trafić można na niezrozumiałe fragmenty.
Mimo tego wspaniale się czyta, nie odpuści się, aż nie pozna się całej prawdy. 
"Wszechświaty" są pierwszą częścią serii, więc tajemnice można znaleźć nawet na ostatnich stronach książki.


W książce pokazane jest powikłane życie nastolatków. Szkoła, problemy, kompleksy i nic nie rozumiejący rodzice. Miedzy zwykłą historię autor wplótł przygodę i kryminał. Jednak najważniejsze w tej książce są miłość i zaufanie. To właśnie te dwa uczucia dały bohaterom chęć do działania, do odkrycia przeszłości innych, a przede wszystkim poznania prawdy o sobie.

Książka jest przeznaczona dla młodzieży, ale i dla ludzi starszych. Pokazuje nam co można zrobić, by nie stracić miłości.
POLECAM KAŻDEMU!!!