Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2014

33# Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku

"Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku" Monika Marin

Tytuł oryginalny: "Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku"

Wydawnictwo: Pinus Media
Oryginalny język: polski
Rodzaj: przygodowe/młodzieżowe
Cena: 34,90 zł


Adam i Aleks nie mają łatwego życia. Ich dzieciństwo nie jest proste, łatwe i błogie - takie, jakie dzieciństwo być powinno. Oboje przeżyli wojnę, a historia o nich zaczyna się krótko po jej zakończeniu. Gdyby jeszcze mieli z kim się cieszyć z zakończenia walk. Jednak nie. Oboje mieszkają w sierocińcu.
Chłopców łączy szczególna więź. Pasja. Pasja do majsterkowania. I pasja do zmieniania świata na leszy. Razem postanawiają stworzyć Maszynę do Produkowania Szczęścia - coś, co pomoże im znaleźć w życiu dom i rodzinę, ale też coś, co uszczęśliwi innych ludzi.
Jednak niespodziewane wydarzenia sprawiają, że chłopcy zostają rozdzieleni. I stają oko w oko z niezgłębioną tajemnicą i niebezpieczeństwami, które czyhają przy jej odkrywaniu. Czy uda im się rozwiązać tajemnicę Saltamontes? I co najważniejsze - czy uda im się znaleźć prawdziwy dom?

Siedzę w ten deszczowy dzień i nie wiem, co napisać. No, na wstęp chyba wystarczy.

...

Nie, jednak nie wystarczyło.
...

Okay. Jest dobrze. Zaczynajmy!

 Po "Kronikach spodziewałam się czegoś innego. Nie wiem czego, ale na pewno nie tego. A to co przeczytałam było istnym... diamentem wśród innych książek. Czyli powiem wprost. Dawno nie przeczytałam czegoś tak dobrego. 

Niby akcja książki dzieje się w roku 1946, ale większość (nie mówię wszystkie - większość) wydarzeń w niej opisanych jest tak ponadczasowa, że spokojnie można by je umieścić w teraźniejszości. Przecież na świecie nadal są wojny więc gdyby tylko zmienić miejsce akcji, to wszystko mogłoby się zdarzyć w 2014 roku.

"Tak, tak mój drogi. To nie rzeczy tworzą nasze życie, ale nasza wiara w możliwość bycia szczęśliwymi."

Zauroczył mnie sposób pisania autorki. W książce jest bardzo mało opisów, ale kiedy już się one pojawią, to mocno działają na wyobraźnie. Są bogate, żywe, niezwykłe. Jednak kiedy opisów nie ma, skupiamy się na akcji. Normalnie nie lubię powieści, w których akcja toczy się zbyt szybko, jednak tutaj było to jak najbardziej korzystne dla całokształtu. Już wam mówię dlaczego tak było. Otóż na początku książki dowiadujemy się o tym, że historię będzie nam opowiadał siedemdziesięcioletni już Adam. Nie został on zawodowym pisarzem ani nic w tym stylu (a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo). Oczywiste więc staje się to, że opowieść nie będzie profesjonalna. Jednak same te działania pokazują jak profesjonalna jest autorka.
Czyli:
autorka wcieliła się w Adama, który wspomina jak był dzieckiem i o tym opowiada.
Rozumiecie?
Podsumowując: autorka profesjonalnie opisała historię Adama (widzianą jego oczami), który sam profesjonalistą nie był a więc musiała nadać słowu prostotę, tak, jakby wszystko opowiadał amator.
Trochę zawiłe, ale mam nadzieję, że zrozumiecie :-)

Obrazki, Obrazki OBRAZKI! Dużo obrazków! 

Normalnie nie pochwalam obrazków w książkach. Normalnie. Ta książka jednak odbiega od normalności pod każdym (dobrym) względem. Ilustracje więc, są tutaj jak najbardziej na miejscu.

Nie są to zwykłe ilustracje. Mają jakąś głębie, są stylizowane na stare. To nadaje książce niezwykłego uroku i jest jakby cudną ramką, w którą włoży się jeszcze piękniejszy obraz.






Aleks i Adam podróżowali po całej Europie i poznawali naprawdę wielu ludzi. Niektórzy z nich (znaczna większość) byli dobrzy, a reszta (bardzo mało) - źli. Udowodniło mi to, że jeżeli my jesteśmy dobrzy dla ludzi i postępujemy tak, jak mówi nam serce, nie patrząc na innych, to w przyszłości inni również będą dobrzy dla nas.

Książka jest pełna pięknych wartości. Opowiada o tym, co najważniejsze dla nas: o życiu w świecie, gdzie nie ma wojen, o posiadaniu przyjaciela i o chęci sprawiania, że świat będzie szczęśliwszy. Opowiada jednak również o tym co zrobić aby nasze marzenia się spełniły. To taka mała instrukcja, według której człowiek może zbudować wszystko od nowa.

~Moja ocena: 10/10 (cudowna, genialna)~


Za książkę dziękuję autorce - Pani Monice Marin



RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU: BOOK LOVERS   

poniedziałek, 31 marca 2014

27# Kwiat kalafiora

Kwiat kalafiora Małgorzata Musierowicz
Tytuł oryginału: "Kwiat kalafiora"     Wydawnictwo: Akapit press     Oryginalny język: polski
Cena: bezcenna (poważnie, nie mogę znaleźć ceny)


I oto kolejna niesamowita książka M. Musierowicz, jaką przeczytałam w tym miesiącu! Zapraszam do recenzji ♥


W "Kwiecie kalafiora" po raz pierwszy spotykamy się z rodziną Borejków czyli z mamą Milą, tatą Ignacym i ich czterema córkami: Gabrysią, Idą, Natalią i Patrycją. A dziewczynki są tak różne, jak ich czupryny.
Gabrysia, wysoka koszykarka z jasnymi, krótkimi włosami zawsze (albo zwykle) opanowana i wspaniałomyślna. Ida - czternastoletnia "ruda brunetka", ciągle biegająca za chłopakami i chcąca się malować. Natalia, zwana Nutrią, uwielbiająca kąpiele i zabawę autkami, o marchewkowych włosach. I Patrycja-Pulpecja, blond aniołek.
W ich domu zawsze panuje miła atmosfera. Zawsze jest tam ciepło i przytulnie. I to nie mieszkanie jest takie, a ludzie, którzy tam żyją. Wszyscy chętnie odwiedzają Borejków. Jednak pewnego dnia coś się psuje. Mila trafia do szpitala. I dopiero wtedy reszta rodziny zauważa jak bardzo była ona potrzebna. Bez niej ich życie zdaje się sypać. Do tego dochodzą problemy z sąsiadami, szkolne komplikacje, a także nowe (i stare) miłości. A wszystko to ląduje na głowie biednej Gabrysi (do Ignacego nie bardzo dociera rzeczywistość)!

Uwielbiam takie lekkie młodzieżowe książki, które mówią o naturalnych ludzkich potrzebach np. o miłości, przyjaźni, czy nawet akceptacji, której niestety, dużo ludziom brakuje.
Czytając książkę zrozumiałam, że również chcę być człowiekiem, który pomaga innym, choćby uśmiechem, albo podarowanym kawałkiem ciasta. Nawet ludziom, którzy wyrządzili nam krzywdę. Chcę patrzeć inaczej na świat i próbuję zrozumieć, że każdy ma swoje problemy. Może, ludzie, którzy są dla nas niemili zazdroszczą nam czegoś? A może brakuje im tego "czegoś" by być dobrym? Może potrzebują pomocy? Zanim kogoś ocenimy naprawdę musimy rozważyć wszystkie opcje. Wiem, że to trudne, mnie też się często nie udaje: czasami kierują mną emocje, zazdrość. Staram się jednak poznać ludzi, zanim wyrobie sobie o nich zdanie. Przecież nikt nie jest zły. Może stał się zły, przez wpływy typu: choroba (również fizyczna), odrzucenie. Pomyślcie o tym!

Kolejna część "Jeżycjady", która podbiła moje serce. Po prostu uwielbiam te książki. Pokazują one wspaniałą rodzinę. I to nie wspaniałą w sensie: bogatą, mieszkającą w wielkim domu i mającą piękne ubrania. Nie. Borejkowie wcale tacy nie są. Mieszkają biednie, każde ubranie noszone jest kolejno przez cztery siostry. Ale za to kochają się. W książce również pojawiły się postacie, jak już wcześniej napisałam: światowe. Mające wszystko na wyciągnięcie ręki. Jednak kiedy o nich czytałam wydawało mi się, że są nieszczęśliwe. Albo może po prostu niepełne. Brakowało im czegoś, czego brakuje milionom ludzi na świecie. Tego czegoś nie brakuje Borejkom. Gdy o nich czytałam robiło mi się ciepło na sercu. Oni samym uśmiechem przekazywali coś, co innym ludziom nie udaje się pokazać za pomocą pieniędzy. Atmosfera panująca w ich domu, była czarująca i wiele bym dała, aby z nimi zamieszkać. U nich codzienność była niezwykła. Tam każda mała rzecz była doceniana i zauważana. Oni widzieli w ludziach to czego inni nie zauważali. I pokazali, że przyjaźni nie da się kupić.


~Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)~


RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH: KLUCZNIKGRUNT TO OKŁADKABOOK LOVERS

środa, 26 marca 2014

25# Emilka dojrzewa

"Emilka dojrzewa" Lucy Maud Montgomery

Tytuł oryginalny: "Emily Climbs"    Wydawnictwo: KAW    Oryginalny język: angielski    Ilość stron: 287    Cena: ?

Uwaga! Drogi czytelniku! Zanim zabierzesz się do czytania tego artykułu lepiej zapoznaj się z poprzednim czyli "Emilka ze Srebrnego Nowiu", który opowiada o pierwszej części trylogii o Emilce ;-)

Emilka dojrzewa. Staje się coraz starsza. A jej marzenia rosną razem z nią. Stają się błyskotliwsze, odważniejsze. Jednak razem z wiekiem Emilce zaczyna przybywać problemów. Dziewczyna wyjeżdża na uczelnię, ale żeby móc tam uczęszczać zajmuje pokój u nielubianej ciotki. Dodatkowo obietnica, którą złożyła jeszcze przed wyjazdem - nie będzie przez trzy lata pisać niczego, co odbiega od rzeczywistości. Do tego dochodzą problemy w szkole, pierwsza miłość i to o które uczucie warto walczyć. A wszystko w jednej książce!

Lucy Maud Montgomery wspaniale wcieliła się w postać nastolatki. Czasami naprawdę mogliśmy się poczuć, jakby Emilka opisywała nam całą opowieść, mimo narracji trzecioosobowej (która w niektórych miejscach ustępowała osobistym zapiskom Emilki, co również było świetnym pomysłem). Miło było oglądać świat, oczami tej fantastycznej młodej dziewczyny, w której głowie aż roi się od pomysłów, marzeń i innych ciekawych i zaskakujących rzeczy. Możemy również dowiedzieć się jak patrzy Emilka na innych ludzi. Czy są oni dla niej wartościowi, czy może wręcz przeciwnie. Jakie są ich najważniejsze cechy? Wygląd? A może coś jeszcze? I tak Emilka wślizguje się ludziom do serc i stara się odkryć sekrety ich duszy.
Nie mówię o tym, że Emilka nie ma wad. Zauważyłam ich najwięcej pod koniec książki. Często myśli źle (a nawet bardzo źle) o innych. Bywa wybuchowa. Jednak w odróżnieniu od większości ludzi potrafi z każdej przykrej sytuacji wynieść jakąś lekcję. Bardzo spodobało mi się dążenie dziewczyny do celu. Nie poddaje się, decyduje rozważnie, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe aspekty. W tym chcę ją właśnie naśladować. Chcę bronić swoich marzeń, myśleć optymistycznie i spełniać wybrane cele. 

Pani Montgomery nie pokazała swoich postaci idealnie,tylko realistycznie. I to bardzo. Emilka miała wady. Miał je każdy, kto choć na chwilę pojawił się w tej książce. I to było niezwykłe. Na początku, kiedy spotykaliśmy się z jakąś postacią po raz pierwszy opisywane były jej wady. Na przykład: była miła, ale kiedy nikt nie patrzył plotkowała o wszystkich. I tak dalej i tak dalej. Dopiero kiedy będzie jakaś głębsza analiza postaci, poznamy tą osobę w całości. Jak w prawdziwym życiu. Łatwiej nam dostrzec wady ludzi niż ich zalety. Dopiero gdy dobrze ich poznamy zauważamy to, co było ukryte przed naszymi oczami.
Naprawdę jest to wartościowa książka, nad którą trzeba się zastanowić, aby ją zrozumieć. A to cenię najbardziej.


~Moja ocena 7/10 (bardzo dobra)



KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH: KLUCZNIKGRUNT TO OKŁADKABOOK LOVERS.

poniedziałek, 24 marca 2014

24# Kraina duchów

"Kraina duchów" Isabel Abedi
Tytuł oryginalny: "Unter der Geisterbahn"   Wydawnictwo: Nasza Księgarnia   Oryginalny język: niemiecki    Ilość stron: 303    Cena (PL):?


"Kraina duchów" jest już drugą książką Isabel Abedi, jaką przeczytałam. Pierwsza była "Kraina Imago" która po prostu poruszyła moje serce. I w tym problem. Zawsze kiedy przeczyta się najlepszą książkę jakiegoś autora, a dopiero potem zabierze się za pozostałe, to te inne wydają się wyblakłe. Jednak, że "Krainę Imago" przeczytałam już dawno (bo chyba z półtora roku temu) efekt ten zanikł. A chociaż książka była trochę gorsza od "Krainy Imago" to bardzo mi się podobała. Najbardziej przemówił do mnie lekki styl autorki oraz to, jak często zwraca uwagę na ważne, chociaż z początku mało zauważalne problemy.

Lorenzo to małomówny chłopak. Nie lubi wdawać się w dyskusje, mieli każde słowo, zanim ono wypłynie z jego ust. Zupełne przeciwieństwo Diny - wielbicielki potworów - która cały czas coś gada, wymądrza się i nie daje innym dojść do słowa. Ta dwójka zupełnie do siebie nie pasuje. Czystym przypadkiem jest, że jadą w tym samym wagoniku w Tunelu Strachu i spotykają diabelskiego czyściciela - sługę wrednej wiedźmy Orkuli, który swoją magiczną gąbką maże wszystko co stoi mu na drodze. A są to właśnie dzieci. I kiedy wydaje się, że wszystko stracone ktoś pomaga im uciec - duch ognia.
W tym samym czasie nauczycielka Diny i Lorenza - Pani Kate, która przed wielu laty straciła pamięć w strasznym wypadku i trafiła do psychiatryka - postanawia szukać dzieci na własną rękę.

Książka jest leciutka i przyjemnie napisana. Isabel Abedi tak umiejętnie posługuje się słowami, że wszystko łatwo zrozumieć i jednocześnie wyobrazić sobie. To, że książka jest lekka nie wyklucza tego jaka jest ciekawa. W pewnym momencie nie mogłam przestać czytać, tak bardzo mnie to wciągnęło. Nie wiem, czy książka zostanie w mojej pamięci na długo, ale czasami dobrze jest przeczytać taką "chwilówkę", o której pamięta się teraz i tylko teraz.

Na początku książka mnie lekko wciągnęła. Jakoś tytuł trochę banalny, że tak powiem i w ogóle. Kiedy zaczynałam czytać wszystko wydawało mi się mdłe i niewyraźne. Albo właśnie zbyt wyraźne. Niektórzy autorzy wprowadzają do książek klimat tajemnicy, którym owiane są wszystkie postacie i cały magiczny świat. Czytając "Krainę duchów" czułam się inaczej. Tak, jakby wszystkie informacje, których potrzebujemy były na wyciągnięciu ręki. Jak się jednak potem okazało wcale tak nie było. Nie wiedziałam właściwie niczego, co wiedzieć powinnam.
Z drugiej strony bardzo przywiązałam się do bohaterów opowiadania. Są oni cudownie wykreowani, mają wady i zalety. Mają również problemy, jak brak ojca, czy zero zainteresowania ze strony rodziców. Isabel Adebi opisuje wszystko tak, że można spokojnie puścić wodzę fantazji. Pamiętajcie! Wszystko jest możliwe!

~Moja ocena 6/10 (dobra)~


RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH: "CZYTAM FANTASTYKĘ""KLUCZNIK" ORAZ "BOOK LOVERS"

piątek, 14 marca 2014

23# Zamrożeni w czasie

"Zamrożeni w czasie" Ali Sparkes

Tytuł oryginalny: "Frozen in time"      Wydawnictwo: Nasza Księgarnia      Oryginalny język: angielski      Ilość stron:288      Cena: 29,90 zł

Ben i Rachel to rodzeństwo. Spędzają ostatnie dni bardzo mokrego lata u siebie, w domu. Kiedy nareszcie przestaje padać dzieci wychodzą na dwór pobawić się w ogrodzie przypominającym dżunglę. Tam znajdują Freddy'ego i Polly - dwoje dzieci w ich wieku mających po około sześćdziesiąt lat. Jak to możliwe? Polly i Freddy zostali w 1956 roku zamrożeni przez swojego ojca-naukowca. Eksperyment miał trwać kilka godzin, a zmienił się na 53 lata. Jednak ma on również efekty uboczne. Teraz cała trójka musi odnaleźć ojca dzieci, który prawdopodobnie również się zamroził. Jednak cały czas ktoś im w tym przeszkadza...


"Zamrożeni w czasie" to książka, o której jeszcze nigdy nie słyszałam. Jest ona lekka, bo ostatnio nie wiem dlaczego, ale takich książek potrzebuje. Po protu sama jestem tak lekka (wina wiosny ♥) i nie mam ochoty, aby obciążały mnie jakiekolwiek problemy. Z powieściami podobnie - żeby przeczytać "cięższą" książkę muszę mieć na to odpowiedni humor. 
W książce w bardzo zabawny sposób pokazane jest jak dzieci z XX wieku żyłyby w naszych czasach. Można powiedzieć, że to eksperyment przeprowadzony przez autora i noszący tytuł "Co by było gdyby?". Niektóre sytuacje w książce zdziwiły mnie, a inne zaciekawiły. Wszystko było naprawdę miło i kolorowo opisane, tak, że po prostu nie dało się nudzić czytając, cały czas myśląc "co będzie dalej"?
Bardzo przywiązałam się również do bohaterów powieści. Niby to krótka, lekka książka, ale takie zwykle mają najlepiej wykreowane postacie i bardzo mi się to podoba.


Naprawdę miło czytało mi się "Zamrożeni w czasie". Idealna, lekka książka na wiosnę, do której można się bardzo mocno przywiązać i trudno o niej zapomnieć. Mogę ją polecić wszystkim, nie tylko miłośnikom fantasy. Książka nie ma praktycznie minusów, jest miła, ciekawa, śmieszna, jednak czasami też porusza i daje do myślenia. A wy sami zastanówcie się. Co zrobilibyście znajdując na ogrodzie dwójkę ludzi z poprzedniej epoki? O co byście zapytali? Co byście im pokazali? To pytanie do waszej własnej dyspozycji.


~Moja ocena 7/10 (bardzo dobra)~


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU CZYTAM FANTASTYKĘ ORAZ KLUCZNIK

środa, 12 lutego 2014

17# Tam gdzie spadają Anioły



 Oryginalny tytuł: "Tam gdzie spadają anioły"
Oryginalny język: polski
Autor: Dorota Terakowska
Rodzaj: fantasy/młodzieżowe
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1998
Cena: 32,90 zł
Moja ocena: 10/10 ♥ ♥ ♥










Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak naprawdę wyglądają Anioły? Czy są to ogromne skrzydlate postacie, jakie je sobie wyobrażamy? Dlaczego ludzie na Ziemi cierpią, skoro Anioły mają za zadanie je chronić?
Nie takie pytania zadaje sobie pięcioletnia Ewa pewnego letniego dnia. Ona po prostu podąża za pięknymi złocistymi istotami, które latają wszędzie po niebie. Jednak wśród nich można zobaczyć również inne istoty - Czarne Anioły, które gonią Białe. One są również piękne, ale na swój mroczny i tajemniczy sposób. Mała Ewa zauważa, że Białe Anioły uciekają przed prześladowcami i chce im pomóc wołając do nich. Tym sposobem coraz bardziej oddala się od domu w stronę lasu. I w pewnym momencie dziewczynka nie widzi już Aniołów, łąki, ani też nieba. Wpada do kłusowniczej dziury.
W tym samym momencie Anioł Ave, złapany przez Czarnego Anioła i pozbawiony skrzydeł spada na Ziemię, aby tam przybrać formę pół-Anioła, pół-człowieka. Jak teraz poradzi sobie mała Ewa pozbawiona nieziemskiej opieki?
Zaczynają jej się dziać coraz to gorsze rzeczy. W końcu okazuje się, że dziewczynka może umrzeć. Czy nie jest za późno na ratunek?


Nie wiem od czego zacząć. Po przeczytaniu powieści D. Terakowskiej myślałam, że słowa ze mnie wypłyną i będę miała całą masę rzeczy do opisywania. Jednak jak teraz o tym myślę jest trudno. Jakby wszystko zblokowało się we mnie i nie chciało ujrzeć światła dziennego. Może więc zacznijmy po kolei.
Czy ktoś kiedykolwiek pomyślał dlaczego dzieją nam się złe rzeczy? Dlaczego mamy wypadki, chorujemy na różne choroby? Dlaczego ktoś z naszej rodziny umiera? Nie chodzi mi o to, że nasze Anioły również spadły z Drabiny, którą zamieszkiwały i teraz zostaliśmy bez opieki. "Praca" Stróżów jest bardziej skomplikowana. W książce jest wytłumaczone, że nie mogą nas one chronić od wszystkiego, ale tylko od niektórych rzeczy. Inaczej stalibyśmy się zbyt niemądrzy, lekkomyślni i nie potrafilibyśmy odróżnić Dobra od Zła. Bo czym właściwie jest Zło? Czy jest ono potrzebne? Owszem. Jest. Inaczej nie moglibyśmy zauważyć jak wielką moc ma Dobro. Bez Zła stałoby się ono rzeczą powszechną i niezauważalną. Dlatego właśnie Zło potrzebne jest zarówno mocno jak i Dobro. Aby człowiek sam mógł się wykazać i wybrać pomiędzy jednym a drugim. I w tym właśnie ma nam pomagać nasz Stróż (nie tylko w tym, ale również).


Kamienie Życia - taki zwrot często pojawia się w książce. Co to są za tajemnicze przedmioty? Czy jakieś niezwykle rzadkie kamienie szlachetne, bardzo wartościowe i drogie? A może jakieś duże skały? Nie. Wszystkie te odpowiedzi są błędne.
Kamienie Życia to decyzje, które zmieniają Los człowieka. Każdy bowiem człowiek ma kilka Losów do wyboru. Może rozchorować się i umrzeć, może żyć długo, ale samotnie lub z rodziną. Może do końca życia nie mieć ręki albo nogi.
Aby wybrać jeden z losów Anioły nakierowują nas na Kamienie Życia. Są to wydarzenia, które mogą zmienić kierunek, w którym podążamy nawet o tym nie wiedząc. Nie muszą być one duże jak np. wygrana w Lotto, albo lot na Hawaje. Mogą to być zwykłe czynności lub małe "wypadki" np. spóźnienie się na autobus, stłuczenie talerza albo potknięcie się o karton leżący na podłodze. Coś, na co zwykle nie zwracalibyśmy uwagi.
Ewa, która chce pomóc swojemu aniołowi stróżowi, musi odnaleźć Kamienie Życia trzech osób.
Czy jej się to uda?





W książce pokazano również (jak już trochę wcześniej wspominałam), dlaczego potrzebne jest jednocześnie Dobro jak i Zło. Dzieje się tak dlatego, że gdyby nie Zło nie wiedzielibyśmy jak wygląda Dobro. Wszystko byłoby takie samo, bezpieczne, ciche i nie wyróżniające się. Nie moglibyśmy posiąść wiedzy o Dobru, którą dzięki Złu udaje nam się zyskać.
Dorota Terakowska bardzo dobrze ukazała, jak te dwie sprawy mimo, że w niczym nie podobne do siebie, są  potrzebne. To również nieodłączny elementem wszystkiego co żyje na Ziemi. Przecież każdy z nas ma w sobie cząstkę Dobra i Zła i to już od nas zależy, którą z nich będziemy "pielęgnować".
Gdyby również nie ten wybór, każdy byłby podporządkowany tej samej woli. Bylibyśmy słabi i nie zauważalibyśmy pięknych momentów życia, które należy uchwycić w pamięci, bo wszystko byłoby takie samo.




Książka bardzo mi się podobała. Oprócz kilku wątków fantastycznych była raczej "przyziemna" i to bardzo dodawało jej uroku. Ona jest po prostu piękna, w każdym tego słowa znaczeniu. Pokazywała sprawy, z którymi często się spotykamy: bieda, choroba i odrzucenie. Jednak wiele jej bohaterów wypełnionych był miłością oraz wzajemną akceptacją.
Prawie każda z postaci występujących w "Tam gdzie spadają Anioły" zmieniła się wraz z upływem książki na lepsze. Właściwie nie było nikogo, kto stał się gorszy niż na początku.
Książka nie była tylko opowieścią o Aniołach. Te nieziemskie istoty zajmowały jedynie jedną czwartą całej historii. Były ukazane w sposób niesamowity. Autorka pokazała nam zwyczaje, opowieści i zajęcia tych niezwykłych istot w taki sposób, aby każdy je zrozumiał. Okazało się, że Anioły także mają swoje wady, które jednak starają się kształcić i zmieniać na lepsze. A opowieść o Ewie i jej Aniele Ave była właśnie o dojrzewaniu i o zdobywaniu wiedzy potrzebnej do dalszego, lepszego życia.



Nie wiem, czy kiedyś wrócę do tej książki. Są powieści, do których po prostu nie można wrócić, aby nie zniszczyć ich magii. Gdybyśmy czytali je raz za razem znudziłyby się nam i stały by się powszechne. Mimo, że bardzo chciałabym przeczytać jeszcze raz "Tam gdzie spadają Anioły" to nie wiem, czy to zrobię. W końcu najpiękniejsze są wspomnienia wyjątkowe, niepowtarzalne. A książka Doroty Terakowskiej jest niezwykła. I nie chcę niszczyć tej niezwykłości. Już wolę, aby pozostała dla mnie pięknym, zasnutym mgłą tajemniczości wspomnieniem.





Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM FANTASTYKĘ oraz BOOK LOVERS


piątek, 31 stycznia 2014

14# Całusy i pokusy

Oryginalny tytuł: "Ehrlich küsst am längsten"
Oryginalny język: niemiecki 
Autor: Hortense Ullrich
Rodzaj: młodzieżowe
Ilość stron: 141 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2007
Cena: ?
Moja ocena: 8/10











"Czy wiecie, co jest punktem kulminacyjnym w życiu każdego nastolatka? Oczywiście impreza. Tak twierdzi Lucilla. Wybiera się na imprezę urządzaną przez salon fryzjerski "O mały włos" i za wszelką cenę chce zostać jej gwiazdą. Co jest w stanie poświęcić, żeby "być odjazdową"? Jak długo Justus, jej chłopak, i Jojo, najlepsza przyjaciółka, będą tolerować to dziwne zachowanie? Na szczęście ci dwoje łatwo nie dają za wygraną..."


Jojo jest typową nastolatką (chociaż zależy od punktu widzenia). Niezdarna, z głową pełną rozmyślań, rzadko zauważa, co dzieje się wokół niej. A dzieje się naprawdę dużo. Więc kiedy dziewczyna wraca na ziemię na początku trochę nie orientuje się dookoła. Zacznijmy od początku.
Jej najlepsza przyjaciółka Lucilla chce bardziej podobać się swojemu chłopakowi. Nie zauważa, że ten bardzo ją kocha. Dziewczyna czuje się głupio, więc "zaprzyjaźnia się" ze swoim dotychczasowym wrogiem - Serafiną. Zaczyna wstydzić się Jojo i nie chce z nią przebywać tylko dlatego żeby nie narazić się Serafinie. Bo to właśnie ona jest tą "odlotową" a Lucilla chcę aby ją tej "odlotowości" nauczyła. Tylko dlaczego kosztem przyjaźni?


Rzadko czytając książkę czuje się tak zdenerwowana. Nie, może nawet nie zdenerwowana, ale ZBULWERSOWANA - tak, to by było odpowiednie słowo. Żal mi było Jojo, która mimo zachowania przyjaciółki broniła ją i wspierała. Zgadzała się na wszystko co  tamta robiła. A Lucilla po prostu ustawiała życie Jojo. Mówiła jej co ma robić, aby być "odlotowa" jak Serafina. ogłaszała nieprawdziwe fakty (plotki) o swojej najlepszej i JEDYNEJ przyjaciółce, tylko dlatego, żeby Serafina nie pomyślała sobie, że ta się z nią przyjaźni. Ponieważ to właśnie Serafina mówiła Lucilli, że Jojo ma na nią zły wpływ, i że ta ma przestać się z nią kolegować.
Było mi żal Jojo, a Lucilli miałam ochotę zdrowo przyłożyć. Jeszcze żadna książka nie zbudziła we mnie TAKICH emocji.


Wypożyczając tą książkę myślałam, że będzie ona odpowiednia, na chłodny zimowy wieczorek. Tak naprawdę przeczytałam ją w jedną noc. I co o niej myślę? Była całkiem, całkiem pomimo tych fragmentów, które doprowadzały mnie do takiego szału (a była pierwsza w nocy. O tej godzinie wszyscy łatwo wyprowadzani są z równowagi). Jednak potem wszystko jakoś się potoczyło i skończyłam czytać czując należytą sprawiedliwość.


Czy książka wniosła coś do mojego życia? Niestety niewiele. Była ona może dosyć "lekką" lekturą, jednak była to cena tego, że nie za dużo dało się z niej wynieść. Jednak opowieść o Jojo pokazała mi jedną ważną rzecz. Prawdziwa przyjaciółka wybaczy wszystko. Nieważne, jak bardzo byłoby się na nią zdenerwowanym i co takiego ci ona zrobiła trzeba jej wybaczyć (to znaczy, ważna jest również skrucha obydwu stron). Nie ważne, czy ktoś zrobił ci przykrość, bo chciał się popisać, czy zdobyć czyjeś "zaufanie", czy po prostu się komuś przypodobać - wybaczyć trzeba. I o tym była ta książka - o przyjaźni i wybaczeniu. Przekaz ten był niestety dość słaby, ale zawsze coś.



Książka bierze udział w dwóch wyzwaniach:



Więcej o wyzwaniu TUTAJ





Więcej o wyzwaniu TUTAJ











środa, 22 stycznia 2014

12# Dziennik szczęściary

Oryginalny tytuł: "Diary of a Lottery Winner's Daughter"
Oryginalny język: angielski
Autor: Penelope Bush
Rodzaj: młodzieżowe/pamiętnik (może taki nie typowy, ale zawsze coś)
Ilość stron: 215
Wydawnictwo: Akapit press
Rok wydania: 2012 
Cena: 30,00
Moja ocena: 9/10










Kilka faktów o Charlotte

  • Ma dwanaście lat
  • Pochodzi z dość biednej rodziny
  • Mieszka w domu komunalnym razem z rodzicami starszą siostrą i bratem
  • Jej brat Spencer jest bardzo fajny
  • A siostra Chelsea irytująca
  • Charlotte ma najlepszą przyjaciółkę Lauren
  • Dziewczyna kocha czytać książki (♥), a szczególnie Harry'ego Pottera (♥♥)
  • Uważa, że jej imię jest za długie, jak na jej mały wzrost
  • Prowadzi dziennik, w którym zapisuje wszystko co jej przyjdzie do głowy
  • Jej mama wygrała na loterii 3,7 milionów funtów.

Oczywiście rodzina Charlotte, jak i ona sama twierdzi, że taka suma pieniędzy nie będzie miała wpływu na ich życie. Jednak nie oszukujmy się. Każdy, kto przeczytał to co właśnie napisałam lub opis z tyłu książki wie, że tyle pieniędzy BĘDZIE miało wpływ na życie Charlotte. Jednak dziewczyna nie spodziewa się, jakie wszystko stanie się zawiłe. O tym jednak będzie za chwilę.


A więc sprawa ma się tak: dziewczyna, bardzo biedna, mieszka w małym domku, dzieląca pokój ze starszą lubiącą przepych wokół swojej osoby siostrą. Do tego cała rodzina jeździ na wakacje w przyczepie wypożyczonej przez nielubującą ich ciotkę. Czego chcieć więcej? No właśnie. Wielu rzeczy.
Jednak Charlotte nigdy nie myślała, że będzie miała więcej. Nawet o tym nie marzyła. Nie narzekała, że ma tyle ile ma (no może czasami np: przeszkadzało jej mieszkanie z siostrą). I nagle wszystko się zmienia.
Okazuje się, że mama dziewczynki, który co tydzień zaznaczała na loterii te same numerki wygrywa. I to nie 10 czy 20 funtów, ale 3,7 milionów! Możecie sobie wyobrazić jaki rozbłysk wywołało to zdarzenie w prasie i w telewizji?! Możecie? Tak!
Wcale jednak tak nie było! Rodzice Charlotte nie chcieli rozgłosu, dlatego nie powiedzieli żadnym reporterom o swojej wygranej. Plotki, jednak, jak to plotki zawsze szybko się roznoszą...
Rodzina Charlotte postanawia wyprowadzić się ze swojego domu i zamieszkać w nowym - o wiele lepszym od poprzedniego. Na ich miejsce wprowadza się nowa dziewczyna - Stacy - ze swoją rodziną. Zagarnia ona sobie Lauren i zaprzyjaźnia się z nią. Poza tym strasznie kłamie i plącze. A Lauren jej we wszystkim wierzy, bo myśli, że jej była najlepsza przyjaciółka chciała kupić sobie przyjaźń Stacy. Czy Charlotte odzyska koleżankę?




Chyba każdy chociaż raz w życiu powiedział coś typu: szkoda, że moja rodzina nie ma tylu pieniędzy, żeby, na przykład: jeździć pięć razy do roku za granicę i mieszkać w luksusowym domu. Charlotte wierzyła, że to właśnie dlatego, że pojechali na takie biedne wakacje wygrali dużą sumę pieniędzy.
A było to tak: dziewczyna, razem ze Spencerem bardzo długo, będąc na campingu grali na automatach. Charlotte w pewnym momencie zobaczyła znany i rozpowszechniony automat wróżki. No wiecie, wrzucacie monetę, a automat wydaje wam wróżbę. Charlotte wylosowała coś takiego: "Cyganka mówi, że twoje marzenia mogą się spełnić - więc ostrożnie z marzeniami".

Niedługo potem dziewczynka rzuciła, że chciałaby, aby było ich stać na lepsze wakacje. Nie robiła tego z rozmysłem. Po prostu tak powiedziała i już. Nie wiedziała, że życzenie może się spełnić. Jednak powinna przestrzegać zasady: "...ostrożnie z marzeniami".




Książka Penelope Bush nadaje się idealnie na każdą porę roku - również na długi zimowe wieczory. Jest lekka, czyt się ją szybko i miło. Ponad to mimo, że książka jest dosyć chuda można bardzo przywiązać się do jej bohaterów. Ja też tak zrobiłam.
Strasznie polubiłam Charlotte - nastolatkę w moim wieku, lubiącą czytać książki, cały czas z głową w chmurach, widzącą magię nawet tam, gdzie nikt inny by jej nie dostrzegł. Bardzo polubiłam również brata Charlotte - Spencera - mądrego i zabawnego, a nawet jej starszą siostrę - Chelsea.
Nawet nie dostrzegłam momentu, w który książka się skończyła.
Mimo braku grozy, czytając "Dziennik szczęściary" nie można doczekać się dalszych zdarzeń. Cały czas pojawiają się nowe problemy, z którymi nastolatka musi sobie w jakiś sposób poradzić. A najlepsze jest to, że jej się to udaje!


Jest tylko jedna rzecz, która nie podobała mi się w tej niezmiernie ciekawej i zabawnej książce. Niby mówi ona o tym, że pieniądze nie są aż tak warte, i że posiadanie tak dużej sumy pieniędzy nie jest najważniejszą rzeczą na świecie. Pokazuje, że wiążą się z tym też pewne przykrości i zawody. Przekaz ten jednak, niezwykle mądry jest cały czas zagłuszany. Na przykład: bohaterce jest smutno, bo przez pieniądze pokłóciła się ze swoją przyjaciółką, ale od razu potem dostaje nowe ubrania, albo rzeczy do pokoju. Książka nie jest również pisana do końca dziennikiem. Jest narracja pierwszoosobowa, a zamiast początku rozdziału jest data, jednak prawie niemożliwe jest, aby tak dokładnie zapamiętywać cały dzień: dialogi itp. Jednak mimo wszystko książka jest bardzo fajna i naprawdę ją polecam, a szczególnie teraz w mroźny, zimowy czas - tak na rozgrzanie :-)


środa, 11 grudnia 2013

9# Gwiazd Naszych Wina

Oryginalny tytuł: "The Fault In Our Stars"
Oryginalny język: angielski
Autor : John Green
Rodzaj: literatura młodzieżowa
Ilość stron: 310
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Cena: 34,90
Moja ocena: Taka WSPANIAŁA książka nie mieści się w skali ♥







A więc teraz miała się pojawić recenzja "Legenda. Wybraniec" jednak dostałam "Gwiazd Naszych Wina" i skończyłam ją (dostałam w Mikołajki i wtedy skończyłam) , więc na razie będzie to.


"Gwiazd Naszych Wina" opowiada o pewnej szesnastolatce. Ma ona na imię Hazel i jest narratorem opowieści. Hazel choruje na raka tarczycy. Życie spędza podpięta do aparatu tlenowego imieniem Philip, oglądając "America's Next Top Model" i czytając książki. Jej rodzice podejrzewają, że dziewczyna cierpi również na depresje, co często objawia się przy poważniejszych chorobach. Nastolatka dołącza więc do grupy wparcia, dla osób walczących z różnymi chorobami. To tam właśnie poznaje Augustusa. Jest to młodzieniec, który również miał nowotwór, przez którego stracił część nogi. Jednak Hazel jeszcze nie wie, że ten chłopak poważnie namiesza w jej życiu...




"... To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina..."
(Autor przytłacza tutaj cytat z "Juliusza Cezara" autorstwa Szekspira)






Książkę Johna Greena dostałam na Mikołajki. Jest to pierwsza opowieść tego autora, którą przeczytałam. A zrobiłam to w jeden dzień. A więc ostrzegam was: NIE RÓBCIE TEGO SAMEGO BŁĘDU! Mimo, że książka wciąga strasznie i tylko myślisz, co stanie się dalej, to nie czytaj jej na jednym wydechu. W tej opowieści zawartych jest tyle uczuć tyle przekazów i tyle myśli, że chociaż przeczytałam ją w jeden dzień, to wszystkie te doznania docierały do mnie z dniowym, a nawet kilkudniowym opóźnieniem. Do teraz nie poczułam wszystkiego, co powinna była przekazać mi TA książka. Dlatego spokojnie usiądź sobie, przeczytaj kilka rozdziałów i poważnie zastanów się nad tym co narodziło się w twojej głowie. Wszystko przeanalizuj i zastanów się czy naprawdę poczułeś to, co poczuć powinieneś.






"... Trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał..."





"Gwiazd Naszych Wina" to książka zawierająca pełno metafor, skojarzeń i przenośni. Zacznijmy od tego, że sam tytuł jest jedną wielką przenośnią (od razu wam powiem, że chodzi o takie gwiazdy na niebie, a nie piosenkarki, czy coś takiego). Książka bardzo mi się podobała ponieważ napisana była dość prostym językiem i rzucała jedno hasło : ŚMIERĆ. Opowieść o Hazel i Augustusie mówiło nam po prostu wprost: ty też umrzesz. Nie marnuj życia bo nie wiadomo kiedy ono się skończy. Autor w prosty sposób wytłumaczył nam co to jest śmierć. Bo powiem wprost. O tym właśnie jest książka. O ŚMIERCI (to znaczy oczywiście nie tylko o tym, ale często się to pojawia). Ale czym innym jest nasze życie. Jeżeli można by je zapisać, to okazałoby się że ono również opowiada o śmierci. W książce, John Green próbuje nas trochę zapoznać z tym tematem.






"...Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje..."




Najbardziej w książce (jak zwykle) intryguje mnie zakończenie. NIE BĘDZIE SPOJLERU! Chciałam po prostu napisać, że autor daje nam wiele do myślenia. Tak jak gdybyśmy mogli dalej poprowadzić historie. Po książce zostają tylko domysły...




Okay może być naszym "Na zawsze"...


Ostatnio zastanawiałam się dużo nad sensem czytania książek. Nad tym, co robili ludzie, kiedy książki były jeszcze za drogie, o czym marzyli skoro nie mieli niczego co mogłoby im rozszerzać horyzonty. Ja to w ogóle się stało, że mamy alfabet i czy da wymyślić się nowe litery (tak wiem, że na pierwszy rzut oka wydaje się to mieć mało do czytania książek. Jeśli tak myślisz czytaj uważniej). I dopiero niedawno odkryłam, co tak naprawdę cenię w książkach i co jest ważne. Książki powinny nas czegoś uczyć. Jeżeli opowiadanie nie ma nawet najmniejszego morału to nie będzie tylko, że tak powiem głupie, ale także nudne. No bo o czym wolelibyście czytać: o jakimś wesołym chłopcu, mającym wspaniałe stopnie, dużo przyjaciół wspaniałą rodzinę i w ogóle niczym nie musi się martwić, czy o zbuntowanym nastolatku, przepełnionym wizjami na lepsze jutro, żyjącym w świecie niezrozumienia? Pytanie to pozostawiam do waszej dyspozycji.

Dlaczego rozwinęłam ten temat. Chciałam wam właśnie przekazać, ile do mojego życia wniosło "Gwiazd Naszych Wina". Książka uczy o poznawaniu wartości istnienia, o tym, że życie nie jest "instytucją spełniającą życzenia". O tym, że możemy się na nim zawieść. Ale jednak czy MY możemy zawieść się na SWOIM życiu? Czy to nie od nas zależy jak będziemy nastawieni do innych, czy w zdrowiu, czy w chorobie? Książka Johna Greena mówi właśnie o życiu i śmierci, o zdrowiu i chorobie, ale co najważniejsze: o odnajdywaniu samego siebie.



środa, 25 września 2013

2# "Ania z Zielonego Wzgórza"

Oryginalny tytuł: "Anne of Green Gables"
Oryginalny język: Angielski
Autor: Lucy Maud Montgomery
Rodzaj: Powieść psychologiczna
Ilość stron: 405
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania oryginału: 1908 rok
Cena: 24, 90
Moja ocena: 10/10








"Gdy Maryla i Mateusz Cuthbertowie decydują się przygarnąć chłopca z sierocińca, nie mają pojęcia, że od tej pory ich życie wywróci wypełnią niespodzianki. Zaczyna się od tego, że na Zielone Wzgórze w Avonlea przybywa nie chłopiec, lecz jedenastoletnia rudowłosa dziewczynka ..."



Rodzeństwo, Maryla i Mateusz Cuthbertowie, wiodą spokojne życie w Avonlea, wiosce mieszczącej się na wyspie Księcia Edwarda. Pewnego dnia postanawiają jednak zrobić coś, co kompletnie zaskakuje ich znajomych i sąsiadów. Postanawiają przygarnąć chłopca z sierocińca. Dziecko ma pomagać Mateuszowi na polu, gdy ten będzie już starszy. Maryla, którą sąsiadki planują odwieźć od tego szalonego pomysłu nie ulega namową. Wkrótce wysyła brata na stację kolejową, aby ten odebrał z niej chłopca. Dziwi się bardzo, gdy na stacji nie zastaję nikogo, oprócz jedenastoletniej dziewczynki ubranej w brzydką, szarą sukienkę. Mężczyzna nie widzi innego wyjścia, więc zabiera dziecko ze sobą na Zielone wzgórze. Po drodze do domu zaczyna jednak lubić Anię, za jej fantazyjne i ciepłe opowieści. Nie wie jeszcze, że życie rodzeństwa na Zielonym Wzgórzu, niedługo bardzo się zmieni.



Według mnie, nie da się nie lubić Ani Shirley. Ta mała dziewczynka ma bardzo twardy i wybuchowy charakter. Posiada też dużo kompleksów, na temat swoich rudych włosów, sylwetki i w ogóle całego wyglądu. Z biegiem czasu wszystko się jednak zmienia. W książce widzimy, jak Ania z małej fantazjującej dziewczynki, uwielbiającej używać wielkich słów i ciągle wpadającej w kłopoty zmienia się w rezolutną i twardą, jednak spokojną i opanowaną kobietę. Na stronach opisane jest życie Ani od momentu jak trafia na Zielone Wzgórze, aż do czasu jak dostaje pracę. Można łatwo porównać obie dziewczyny i zobaczyć wielką zmianę między nimi.
Osobiście wolałam młodszą Anię, która mimo wieku była już bardzo doświadczona przez życie. Lubiłam jej zachowanie i śmiałam się z jej ciągłego pecha. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie polubiłam starszej Ani.
Obie dziewczyny mimo, że tak różne, zachowały niektóre elementy zachowania i to mnie bardzo cieszy.




Książka jest napisana dość łatwym językiem. Z wyjątkiem kilku momentów jest ona spokojna, więc wspaniała na wieczory, które niestety zapadają coraz wcześniej. Autorka wspaniale i kolorowo opisała leśną okolicę Zielonego Wzgórza, więc można się poczuć jakbyśmy razem z Anią spacerowali spokojnymi uliczkami Avonlea. Opowieść bardzo mi się podobała, ponieważ ukazywała losy sieroty, która znalazła miłość u obcych ludzi. Pokochała ich i o tym właśnie jest ta książka: o miłości przyjaźni i zaufaniu.


A to jeden z kadrów z filmu