Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 marca 2014

25# Emilka dojrzewa

"Emilka dojrzewa" Lucy Maud Montgomery

Tytuł oryginalny: "Emily Climbs"    Wydawnictwo: KAW    Oryginalny język: angielski    Ilość stron: 287    Cena: ?

Uwaga! Drogi czytelniku! Zanim zabierzesz się do czytania tego artykułu lepiej zapoznaj się z poprzednim czyli "Emilka ze Srebrnego Nowiu", który opowiada o pierwszej części trylogii o Emilce ;-)

Emilka dojrzewa. Staje się coraz starsza. A jej marzenia rosną razem z nią. Stają się błyskotliwsze, odważniejsze. Jednak razem z wiekiem Emilce zaczyna przybywać problemów. Dziewczyna wyjeżdża na uczelnię, ale żeby móc tam uczęszczać zajmuje pokój u nielubianej ciotki. Dodatkowo obietnica, którą złożyła jeszcze przed wyjazdem - nie będzie przez trzy lata pisać niczego, co odbiega od rzeczywistości. Do tego dochodzą problemy w szkole, pierwsza miłość i to o które uczucie warto walczyć. A wszystko w jednej książce!

Lucy Maud Montgomery wspaniale wcieliła się w postać nastolatki. Czasami naprawdę mogliśmy się poczuć, jakby Emilka opisywała nam całą opowieść, mimo narracji trzecioosobowej (która w niektórych miejscach ustępowała osobistym zapiskom Emilki, co również było świetnym pomysłem). Miło było oglądać świat, oczami tej fantastycznej młodej dziewczyny, w której głowie aż roi się od pomysłów, marzeń i innych ciekawych i zaskakujących rzeczy. Możemy również dowiedzieć się jak patrzy Emilka na innych ludzi. Czy są oni dla niej wartościowi, czy może wręcz przeciwnie. Jakie są ich najważniejsze cechy? Wygląd? A może coś jeszcze? I tak Emilka wślizguje się ludziom do serc i stara się odkryć sekrety ich duszy.
Nie mówię o tym, że Emilka nie ma wad. Zauważyłam ich najwięcej pod koniec książki. Często myśli źle (a nawet bardzo źle) o innych. Bywa wybuchowa. Jednak w odróżnieniu od większości ludzi potrafi z każdej przykrej sytuacji wynieść jakąś lekcję. Bardzo spodobało mi się dążenie dziewczyny do celu. Nie poddaje się, decyduje rozważnie, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe aspekty. W tym chcę ją właśnie naśladować. Chcę bronić swoich marzeń, myśleć optymistycznie i spełniać wybrane cele. 

Pani Montgomery nie pokazała swoich postaci idealnie,tylko realistycznie. I to bardzo. Emilka miała wady. Miał je każdy, kto choć na chwilę pojawił się w tej książce. I to było niezwykłe. Na początku, kiedy spotykaliśmy się z jakąś postacią po raz pierwszy opisywane były jej wady. Na przykład: była miła, ale kiedy nikt nie patrzył plotkowała o wszystkich. I tak dalej i tak dalej. Dopiero kiedy będzie jakaś głębsza analiza postaci, poznamy tą osobę w całości. Jak w prawdziwym życiu. Łatwiej nam dostrzec wady ludzi niż ich zalety. Dopiero gdy dobrze ich poznamy zauważamy to, co było ukryte przed naszymi oczami.
Naprawdę jest to wartościowa książka, nad którą trzeba się zastanowić, aby ją zrozumieć. A to cenię najbardziej.


~Moja ocena 7/10 (bardzo dobra)



KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH: KLUCZNIKGRUNT TO OKŁADKABOOK LOVERS.

niedziela, 9 marca 2014

22# Emilka ze Srebrnego Nowiu.

"Emilka ze Srebrnego Nowiu" Lucy Maud Montgomery
Tytuł oryginalny: "Emily of New Moon"      Wydawnictwo: KAW      Oryginalny język: angielski      Ilość stron:  334      Cena: ?


Ach... Emilka, Emilka... wspaniałe imię prawda? Może dlatego, że moje ♥ A więc nie będę tłumaczyć, dlaczego sięgnęłam właśnie po książkę "Emilka ze Srebrnego Nowiu". Dużo osób mówiło mi, że jest ona gorsza od serii o Ani, ale ja chciałam sprawdzić ten stereotyp. Po prostu uwielbiam książki Lucy Maud Montgomery i już od dłuższego czasu, na mojej półce leży druga część o Emilce, także najwyższy czas było zabrać się za pierwszą. Okładka mnie nie zachwyciła, ale nie miało o wcale znaczenia, bo wprost nie mogłam doczekać się co znajdę wewnątrz książki.

Emilka Starr jest nieprzeciętną dziewczynką. Wychowywana przez schorowanego ojca, którego bardzo kocha, lubi marzyć. Spędza dnie na spacerach i na rozmyślaniu. Układa również historie, opisy, które zapisuje w żółtym zeszycie, aby później móc przeczytać je ojcu, przed snem. Emilka jest bardzo dobra, chociaż może nie zawsze do końca grzeczna, ma własne poglądy na temat różnych rzeczy, jej myśli często są mądre. Jednak pewnego dnia ojca już nie ma. Umiera na gruźlicę. A dziewczynkę w opiekę mają wziąć krewni jej matki, która uciekła do ojca Emilki i zostawiła rodzinę. Dziewczynka musi nauczyć się żyć wśród ludzi, których pierwszy raz widzi na oczy, chociaż jest z nimi związana tak głębokimi więzami krwi, że nawet się tego nie spodziewa. I teraz z dziecka, które lubi marzyć i mieć głowę gdzieś nad chmurami* musi zamienić się w pannę z "manierami".

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, już po pierwszym rozdziale "Emilki" była wyobraźnia, jaką została obdarzona dziewczynka. Zauważyłam również wiele innych podobieństw pomiędzy nią, a innymi bohaterami L. M. Montgomery (np. z Anią): dziecko jest osierocone i musi być wychowywane przez surowych i wymagających ludzi. Emilka nie jest również zbyt ładna, a przynajmniej sama się nad tym nie zastawia. Lubi pisać i czytać powieści, wiersze, poematy. Ma swoją dumę i nie lubi, kiedy ktoś ją narusza. Lubi nadawać imiona drzewom i miejscom. Podobieństw jest naprawdę dużo, ale rzeczą, która mnie zdziwiła jest to, jak bardzo Emilka różni się od Ani pod względem napisania. Gdybym nie wiedziała, że obie książki stworzyła ta sama autorka, to nigdy bym na to nie wpadła. Po prostu było to zupełnie coś innego, ale nie znaczyło to, że gorszego. Jednak po namyśle bardziej wolę Anię. Jest bardziej żywa, kolorowa i powieść o niej ma większy zarys. To jednak nie znaczy, że Emilka jest zła. To tak, jakby porównać wiosnę do jesieni :-)

Bardzo podoba mi się to, że poznajemy Emilkę jako małą (no może nie aż TAK małą) dziewczynkę i widzimy jak dorasta i zmienia się. W książce jest również dużo listów pisanych przez Emilkę do swojego ojca, tak, że nawet bez narracji pierwszoosobowej możemy poznać jej uczucia, emocje i głębokie myśli. Takie poznanie bohatera od wewnątrz, a nie tylko z zewnątrz jest bardzo wartościowe i przydatne, bo możemy łatwiej ocenić daną postać. Oczywiście w książce nie brakuje innych bohaterów, których losy splatają się z losami Emilki. I również ci ludzie pod wpływem głębokich uczuć dziecka zmieniają się. I to jest piękne.

Bardzo polubiłam Emilkę. Tu już nawet nie chodzi o to, że to moja imienniczka, bo w połowie książki przestałam w ogóle zwracać na to uwagę. Jest to osóbka o niebywałym temperamencie i charakterze, bardzo widocznym i podtrzymywanym przez silną wolę i walecznego ducha. Emilka miała wady, bo każdy te wady ma, ale zostały one pokazane tak, jakby autorka chciała pokazać: wady nie są złe, trzeba tylko umieć pogodzić się z nimi i je zmieniać..
Emilka wiele mnie nauczyła. Stała się dla mnie autorytetem i pokazała mi, że zmiany wcale nie są złe. Dlatego właśnie chcę się zmieniać - na lepsze

~Moja ocena 8/10 (bardzo, bardzo dobra)~


RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU: KLUCZNIK ORAZ BOOK LOVERS


 *ja nie używam sformułowania "w chmurach", bo w chmurach nic nie widać - prawdziwe piękno jest dopiero nad nimi.

czwartek, 6 marca 2014

21# Spojrzenie elfa

"Spojrzenie elfa" Katrin Lankers"

Tytuł oryginału: "Elfenblick"       Wydawnictwo: Dreams      Oryginalny język: niemiecki
Ilość stron: 352       Cena: 39 zł

Pierwsze co rzuciło mi się na myśl gdy zobaczyłam książkę: "Czy kiedykolwiek widział ktoś tak piękną okładkę?" Ja nie.
Moje ukochane barwy: błękitny i turkus w połączeniu z bielą dały niezwykły efekt. I to oko. Oraz motyl (którego można na początku nie zauważyć) jakby zrobiony z kryształu. Kiedy patrzy się na coś tak pięknego, to trudno opisać to słowami.
Takie właśnie miałam myśli, gdy po raz pierwszy trzymałam w rękach "Spojrzenie elfa". Byłam po prostu wniebowzięta i nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła skosztować porcję nowej literatury. Jednak czy wnętrze książki również było takie wspaniałe?

Mageli jest piękną nastolatką. Ślicznie gra na flecie i śpiewa, ma najlepszą przyjaciółkę, na którą zawsze może liczyć i rodziców. I tutaj pojawia się problem. Od momentu, kiedy Mageli przeczytała o podmienionych w szpitalu dzieciach, zaczyna podejrzewać, czy ona również nie została podmieniona. Dziewczyna ma nie najlepsze stosunki z rodzicami i zaczyna przeszukiwać swoje akty urodzenia i inne papiery. Chce również spytać się o to lekarzy, którzy byli obecni przy jej porodzie, jednak ci nie żyją.
Pewnego dnia dziewczyna ucieka z domu i zostaje napadnięta. Obrania ją wtedy Erin - niezwykły chłopak, książę elfów,którego dziewczyna widzi pierwszy raz w życiu i od razu się w nim zakochuje. I kiedy Erin wpada w kłopoty, Mageli postanawia go uratować.

Jeszce nigdy nie czytałam o tak świetnie wykreowanym świecie elfów (nie mówię, że tego nie zrobię). Wszyscy myślą, że elfy powinny mieszkać na drzewach itp. W "Spojrzeniu elfa" jest inaczej. Elfy mieszkają pod ziemią w domach zrobionych z korzeni drzew, pięknie splatających się w najróżniejsze wzory i kształty. Jeszcze nigdy nie czytałam o takiej "odmianie" tych niezwykłych istot. To naprawdę nowe przeżycie i podobało mi się ono.
Czasami niektóre rzeczy stają się zbyt częste, powielane, 'papugowane' i zaczynają się nudzić, dlatego takie odbiegnięcie od 'normy' jest naprawdę fajne i ciekawe.

Trochę zdziwiła mnie ta sytuacja: dziewczyna poznaje w snach chłopaka (Mageli właśnie tak poznała Erina), uważa go za księcia z bajki, który broni ją od złego. Nastolatka zakochuje się w nim (a nadal nie wie, czy on istnieje) na zabój i zaczyna spotykać się z nim coraz częściej. Kiedy chłopak mówi jej, że jest elfem, to w ogóle nie ma żadnej reakcji (dopiero z kilkudniowym opóźnieniem). Coś takiego (przykład własny): "-Jestem elfem. -Fanie, powiedz mi, jak wygląda, twój świat, kim jesteś, co potrafisz?!". Takie naiwne i zbyt proste. W ogóle, na początku słabo są opisane uczucia bohaterów (oprócz miłości Mageli do Erina). Takie to trochę melancholijne i spokojne. Jest to jednak mały minus, taki prawie niezauważalny i nie ma co się ni przejmować.

Nie wiem czy książka wiele wniosła do mojego życia. Nie ma zbyt wielu morałów, może to, że zbytnie zauroczenie jest niebezpieczne, ale to niezbyt pozytywna strona patrzenia na świat. Książka jest lekka, czyta się ją szybko, a akcja naprawdę wciąga, więc pozycja ta wśród lektur jest naprawdę godna uwagi. Polecam wszystkim maniakom fantasy, elfów i nie tylko! ♥


~MOJA OCENA: 8/10 (BARDZO, BARDZO DOBRA)~



RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU "CZYTAM FANTASTYKĘ" I "BOOK LOVERS'' 

sobota, 8 lutego 2014

16# Magiczne drzewo: Gra

Oryginalny tytuł: "Magiczne drzewo: Gra"
Oryginalny język: polski
Autor: Andrzej Maleszka
Rodzaj: fantasy/science-fiction
Ilość stron: 453
Wydawnictwo: Znak emotikon
Data wydania: 7 października 2013
Cena: 36,90 zł
Moja ocena: 8/10











Jakby tutaj zacząć? Ten moment, w którym napisałam wszystkie informacje o książce i muszę zacząć wam o niej opowiadać. To może opiszę moją historię pod tytułem "Jak książka trafiła do moich rąk"? Ok
Z serią Andrzeja Maleszki zapoznałam się już tedy, kiedy został wydany pierwszy tom "Magiczne drzewo". Byłam wtedy mała (około pierwszej, drugiej klasy podstawówki) i bardzo zafascynowała mnie historia bohaterów, którzy znajdują dziwne czerwone krzesło, które potrafi spełniać każde ich zachcianki. 
W trzeciej klasie zdobyłam drugą cześć serii z podpisem samego autora! A na tym się nie skończyło! Kiedy zaczęłam chodzić do czwartej klasy to moja młodsza siostra zdobyła trzecią część serii (jako pierwsza, bo ja wygrałam ją potem w konkursie recytatorskim). I na tym, można by powiedzieć skończyło się. Czwartą część serii przeczytałam z ociąganiem i jako tako mi się spodobała. o "Grze" wiedziałam już dawno, ale nie chciało mi się czytać tej książki. Myślałam, że będzie nudna, bo jak to często bywa w rozległych seriach, kolejne części nie są już tak dobre jak pierwsze. I jakże się ucieszyłam, kiedy okazało się, że nie miałam racji! A o czym jest książka? Już wam mówię!


W miejskiej galerii handlowej Globo dochodzi do włamania. Ma ono miejsce w nocy w Sylwestra. W trakcie trwania incydentu fragment galerii zostaje zniszczony, a ochroniarz ranny.
W czasie, kiedy w centrum handlowym odbywa się napaść jeden z głównych bohaterów książki - Kuki - przebywa na dachu szkoły, aby stamtąd odpalić największe i najpiękniejsze fajerwerki w historii. Robi to bez wiedzy rodziców.
Okazuje się, że jeden z ochroniarzy, podczas włamania widział Kukiego w towarzystwie dwóch robotów. Chłopiec trafia do czegoś w rodzaju poprawczaka. Z pomocą przyjaciół musi uciec i znaleźć sprawcę włamania, ale również przedmiot, którego złodziej szuka - coś zrobionego z drewna z magicznego drzewa.


Jak już wcześniej pisałam, nie byłam przekonana, co do wypożyczenia książki. Początkowo seria mi się podobała, jednak w kolejnych częściach wydarzenia stały się pospolite i jakby do przewidzenia. Tutaj sytuacja była podobna jak w części pod tytułem "Tajemnica mostu". Tam mama Kukiego i jego rodzeństwa rozkazała czerwonemu krzesłu, aby nie mogło wykonywać życzeń nikogo z rodziny. W "Grze" stało się podobnie, ale krzesło zostało zablokowane na rok, więc w całej książce (oprócz początku) nie było o nim mowy. Druga rzecz jaka trochę mi się nie podoba w serii "Magiczne drzewo" to zdjęcia w książkach. Rozumiem, że autor jest też reżyserem i po prostu chcę wykorzystać ten "talent" także do pisania powieści, ale niektóre zdjęcia są po prostu nieudane. Nie można też puścić wodzy fantazji, bo kiedy podsuwane są nam gotowe pomysły, to nasze własne zanikają.


Książka nie była idealna, ale ideały przecież nie istnieją! Każda powieść ma w sobie "to coś". Nawet po przeczytaniu najnudniejszej książki na Ziemi nie możemy powiedzieć, że absolutnie nic nam się w niej nie podobało. Każda powieść, czymś się charakteryzuje i ma swoje wewnętrzne ukryte przekazanie. Tylko trzeba trochę się wysilić i je znaleźć.
W "Grze" więcej było plusów niż minusów. Książka była naprawdę ciekawa, bo nawet z najnudniejszej np. wycieczki na pokaz taneczny, autor zrobił coś niesamowitego i magicznego. Wydarzeń nie było tyle, aby się mieszały i sprawiały o zawrót głowy. Przy książce nie dało się jednak ziewać. W powieści Andrzej Maleszka również dało się zauważyć motyw przyjaźni (ten jeden powtarza się chyba w każdej książce na świecie). Był on ważny, jednak nie najważniejszy. Cały czas (według mnie) przeważała akcja i to trochę mi się nie spodobało. Co do przyjaźni jednak, była ona pokazana w sposób bardzo dobry. Książka pokazała, że uczucie do drugiej osoby jest ważniejsze niż strach, czy niebezpieczeństwo. To mi się bardzo spodobało, chociaż niestety było to zagłuszane przez  szybki bieg wydarzeń.
Mimo wszystko książka jest ciekawie napisana i pasuje do każdego - i młodszego i starszego i nawet dorosłego! Gorąco polecam!




Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę"
Więcej o wyzwaniu TUTAJ

piątek, 31 stycznia 2014

14# Całusy i pokusy

Oryginalny tytuł: "Ehrlich küsst am längsten"
Oryginalny język: niemiecki 
Autor: Hortense Ullrich
Rodzaj: młodzieżowe
Ilość stron: 141 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2007
Cena: ?
Moja ocena: 8/10











"Czy wiecie, co jest punktem kulminacyjnym w życiu każdego nastolatka? Oczywiście impreza. Tak twierdzi Lucilla. Wybiera się na imprezę urządzaną przez salon fryzjerski "O mały włos" i za wszelką cenę chce zostać jej gwiazdą. Co jest w stanie poświęcić, żeby "być odjazdową"? Jak długo Justus, jej chłopak, i Jojo, najlepsza przyjaciółka, będą tolerować to dziwne zachowanie? Na szczęście ci dwoje łatwo nie dają za wygraną..."


Jojo jest typową nastolatką (chociaż zależy od punktu widzenia). Niezdarna, z głową pełną rozmyślań, rzadko zauważa, co dzieje się wokół niej. A dzieje się naprawdę dużo. Więc kiedy dziewczyna wraca na ziemię na początku trochę nie orientuje się dookoła. Zacznijmy od początku.
Jej najlepsza przyjaciółka Lucilla chce bardziej podobać się swojemu chłopakowi. Nie zauważa, że ten bardzo ją kocha. Dziewczyna czuje się głupio, więc "zaprzyjaźnia się" ze swoim dotychczasowym wrogiem - Serafiną. Zaczyna wstydzić się Jojo i nie chce z nią przebywać tylko dlatego żeby nie narazić się Serafinie. Bo to właśnie ona jest tą "odlotową" a Lucilla chcę aby ją tej "odlotowości" nauczyła. Tylko dlaczego kosztem przyjaźni?


Rzadko czytając książkę czuje się tak zdenerwowana. Nie, może nawet nie zdenerwowana, ale ZBULWERSOWANA - tak, to by było odpowiednie słowo. Żal mi było Jojo, która mimo zachowania przyjaciółki broniła ją i wspierała. Zgadzała się na wszystko co  tamta robiła. A Lucilla po prostu ustawiała życie Jojo. Mówiła jej co ma robić, aby być "odlotowa" jak Serafina. ogłaszała nieprawdziwe fakty (plotki) o swojej najlepszej i JEDYNEJ przyjaciółce, tylko dlatego, żeby Serafina nie pomyślała sobie, że ta się z nią przyjaźni. Ponieważ to właśnie Serafina mówiła Lucilli, że Jojo ma na nią zły wpływ, i że ta ma przestać się z nią kolegować.
Było mi żal Jojo, a Lucilli miałam ochotę zdrowo przyłożyć. Jeszcze żadna książka nie zbudziła we mnie TAKICH emocji.


Wypożyczając tą książkę myślałam, że będzie ona odpowiednia, na chłodny zimowy wieczorek. Tak naprawdę przeczytałam ją w jedną noc. I co o niej myślę? Była całkiem, całkiem pomimo tych fragmentów, które doprowadzały mnie do takiego szału (a była pierwsza w nocy. O tej godzinie wszyscy łatwo wyprowadzani są z równowagi). Jednak potem wszystko jakoś się potoczyło i skończyłam czytać czując należytą sprawiedliwość.


Czy książka wniosła coś do mojego życia? Niestety niewiele. Była ona może dosyć "lekką" lekturą, jednak była to cena tego, że nie za dużo dało się z niej wynieść. Jednak opowieść o Jojo pokazała mi jedną ważną rzecz. Prawdziwa przyjaciółka wybaczy wszystko. Nieważne, jak bardzo byłoby się na nią zdenerwowanym i co takiego ci ona zrobiła trzeba jej wybaczyć (to znaczy, ważna jest również skrucha obydwu stron). Nie ważne, czy ktoś zrobił ci przykrość, bo chciał się popisać, czy zdobyć czyjeś "zaufanie", czy po prostu się komuś przypodobać - wybaczyć trzeba. I o tym była ta książka - o przyjaźni i wybaczeniu. Przekaz ten był niestety dość słaby, ale zawsze coś.



Książka bierze udział w dwóch wyzwaniach:



Więcej o wyzwaniu TUTAJ





Więcej o wyzwaniu TUTAJ











niedziela, 17 listopada 2013

6# W imię miłości

Oryginalny tytuł: "W imię miłości"
Oryginalny język: Polski
Autor: Katarzyna Michalak
Rodzaj: literatura kobieca
Ilość stron: 270
Wydawnictwo: Wydawnictwo literackie
Data wydania: 2013 rok
Cena: 32, 90
Moja ocena: 8/10









"Zazdrość rodzi się z pożądania cudzej własności. Natomiast smutek – z utraty tego, co się już raz posiadało." (Katarzyna Michalak "W imię miłości")

Ania - tak nazywa się główna bohaterka opowiadania Katarzyny Michalak. Na jego okładce widzimy porównanie do "Ani z Zielonego Wzgórza" (no może nie do końca porównanie, ale na przykład mi się to skojarzyło). Po prostu zbierzmy fakty: ruda dziewczynka imieniem Ania, ma chorą bardzo chorą matkę, więc przyjeżdża do dziadka na Jabłoniowe Wzgórze. Może niektórzy dopatrzą się w tym podobieństwa z Anią Shirley a może nie. Wracając do książki. Ania pojawia się na Jabłoniowym wzgórzu. Jest mała, jednak przeszła już bardzo dużo i teraz boi się kolejnego odrzucenia.





Ania jest naprawdę odważną dziewczynką. Nie chce trafić do sierocińca, a z prośbą o pomoc zwraca się tylko w nagłych wypadkach. I właśnie taki wypadek sprawia, że mama dziewczynki trafia do szpitala na leczenie, a później niestety do hospicjum. Anka nie może zostać z matką, więc wyrusza w długą drogę, do dziadka, który kiedyś wyrzucił małą wnuczkę razem z matką ze swojego domu. Jak postąpi tym razem?
Tymczasem na peronie Ania spotyka miłego mężczyznę Neda, który również idzie na farmę pana Jabłoniowskiego (dziadka Ani) aby tam zatrudnić się w hodowli koni.






Książka bardzo mnie poruszyła. Po jej przeczytaniu powstał we mnie jakiś paradoks. Nie wiem, jak to możliwe, ale opowieść o Ani czyta się szybko i lekko, co nie pasuje do ciężkiego wątku książki. W niektórych momentach miałam jednak chęć przestać czytać, wyjść na ulicę i wykrzykiwać wszystkim o niesprawiedliwości świata. Książka Katarzyny Michalak naprawdę chwyta za serce i warta jest przeczytania.




PS. Teraz będę nadrabiała recenzje, więc kilka przybędzie ;)